Wydawnictwo Znak - Dobrze nam się wydaje

Święto Kozła

Krok po krok - do poznania prawdy

Powieść Mario Vargas Llosy „Święto Kozła" dowodzi, że jej autor jest mistrzem beletrystycznej retrospekcji. Chociaż Peruwiańczyk zaklina się, że
w swej twórczości nie używa realizmu magicznego, to jednak na kartach jego książki niektóre postaci umierają kilkakrotnie. Jak to możliwe? Ot i cały sekret mistrzostwa...
Dzieło napisane jest z godną pożałowania niekonsekwencją. Lekturę rozpoczynam od poznania Uranii: Llosa ukazuje mi tajemniczą kobietę, przedstawia jej myśli, Urania już jest ukształtowana, już coś przeżyła. Czytam pierwszy rozdział i domyślam się, że było to coś strasznego, jakaś tragedia. Zagłębiam się, zatracam, chcę poznać jej losy, chcę żeby Llosa mi wszystko wyjaśnił. Przeczytawszy pierwszy rozdział pytam, kim jest Urania, już się zaangażowałem. Jednak autor mnie zwodzi - rozdział drugi to już zupełnie inna opowieść.
Zostaje mi przedstawiony Generalissimus. Ale w jaki sposób? Ociężały, wstaje z łóżka, budzi się, w ogóle strasznie wcześnie, głowa go boli, wymachuje rewolwerem. Ni obycia, ni ogłady, jak na Ojca Narodu i Dobroczyńcę strasznie niekulturalny Generalissimus. Autor mnie zawodzi: nie wiem, kim jest Urania, nagle pojawia się jakiś dyktator, polityczne wibracje, instytucje, organizacje. No, ale dobrze, czytam dalej, może przynajmniej ten wątek jakoś korzystnie się rozwinie
i będzie ciekawy.
Trzeci rozdział: nieznane mi osoby siedzą w samochodzie, zastanawiają się czy przyjedzie (nie mam pojęcia, kto ma przyjechać), oczekiwanie, planują zamach, niecierpliwią się, papierosy, denerwują się. Ponadto przedstawia mi się historię jednego z nich - jego przeszłości. Tylko co to ma do rzeczy? - pytam Peruwiańczyka - Czy w każdym rozdziale opiszesz mi jakąś wyrwaną z kontekstu opowiastkę, nie dokończysz jej i przeskoczysz do następnej? Jakby nigdy nic?!
Dzieło napisane jest z kunsztem godnym wiekowego zegararcymistrza. Drugoplanowe postaci przenikają pozornie niezwiązane ze sobą historie, gdzieś pojawia się to samo nazwisko, gdzieś rozmowa toczy się o tym, o czym rozmawiano w poprzednim rozdziale, w innym miejscu i czasie, coś się zawiązuje, niepasujące do siebie fragmenty zaczynają wirować wokół własnych osi, coraz szybciej, uderzają się krawędziami, aż nagle, nie wiem, w którym momencie, łączą się ze sobą tworząc całkowity, spójny obraz. Puzzle.
Dowiaduję się, kim jest Urania, znam jej historię, autor przekazuje mi ją powoli, krok po kroku. Poznaję Generalissimusa, jego sekrety, dokonania, jego terror, nawet więcej niż chciałbym wiedzieć: krok za krokiem. Rozróżniam wszystkich uczestników zamachu, znam ich życiowe historie, znam powody, które kazały im przedsięwziąć takie kroki. Te powody to ich życiowe dramaty, razem z nimi biorę udział w zamachu na Trujillo. Razem z nimi morduję Generalissimusa. Czego chcieć więcej, skoro powieść kończy się kiełkowaniem nadziei? Wypiekami na twarzy, drżącymi dłońmi, niedowierzaniem - nic, tylko znów trzeba się ukłonić przed Peruwiańczykiem.




Recenzent: Jakub Nawrot

Mario Vargas Llosa

Święto Kozła

Tłumaczenie: Danuta Rycerz

Wnikliwe studium terroru

Ojciec Uranii Cabral był ministrem w rządzie dyktatora Rafaela Trujillo i jego zaufanym człowiekiem, częścią nieludzkiej machiny okrucieństwa. Jego posłuszeństwo wystawione zostało na najwyższą próbę w dniu, kiedy dyktator sięgnął po to, co dla Augustina Cabrala było najcenniejsze – jego córkę. Urania opuściła Dominikanę jako dziewiętnastolatka. Po trzydziestu latach wraca do Santo Domingo, by zmierzyć się z koszmarną przeszłością i towarzyszącą jej od dzieciństwa traumą.

"Święto Kozła" to jedna z najważniejszych książek Llosy. Noblista zgłębia mechanizmy terroru, analizuje postępowanie ludzi zwykłych i tych na szczytach władzy, kreśli portrety niepokornych i oportunistów żyjących w cieniu wszechmocnego tyrana.