Wydawnictwo Znak - Dobrze nam się wydaje

Święto Kozła

Historia bestialstwa i słabości Ojca Narodu

Do Święta Kozła Mario Vargasa Llosy dojrzewałam kilka lat. Gdy książka leżała już na moim biurku, wtedy okazało się, że przeczytanie tej wielowątkowej, dramatycznej historii Dominikany i reżimu unoszącego się odorem nad nią, historii bestialstwa i słabości Ojca Narodu - Rafaela Trujillo będzie mnie kosztowało kilka miesięcy podchodzenia do jej kart i odchodzenia od nich.

Z perspektywy lektury Ciotki Julii i skryby, Wojny końca świata oraz Szelmostw niegrzecznej dziewczynki odważę się zaryzykować stwierdzenie, że Święto Kozła jest najbardziej faktograficzną i najodważniejszą powieścią Llosy, która rzuca niejako rękawicę wszelkim reżimom, juntom i rewolucjom latynoamerykańskim. To powieść głęboko osadzona w historii, wyrastająca z szerokiej analizy społecznej, kulturowej i psychologicznej, którą Autor ogarnął zarówno tytułowego Kozła - jego dyktaturę oraz osobowość, jak i osobowość jego współpracowników, a wreszcie także tych, którzy zaplanowali i zrealizowali misję zlikwidowania dręczyciela Dominikańczyków.

W swej formie Święto potwierdza swoisty vargasowski styl. Llosa bowiem opowiadając główny wątek Kozła, dotyka równocześnie historii wielu innych postaci - cichych współpracowników, prawdziwych i fałszywych wielbicieli, adoratorów i popleczników, oficjalnych stronników i skrytych wrogów, tych, którzy mieli szczęście przeżyć i tych, którzy zginęli w tajemniczych okolicznościach. Opowieść Llosy jest autentyczna, gdyż ukazuje realistyczny obraz reżimu, realistyczny obraz dyktatora i człowieka w ogóle. Daleka jest od skrajności - gloryfikacji i potępienia, wynoszenia pod niebiosa czy strącania do piekieł, ale stara się ukazać zarówno potęgę, jak i słabość władzy, bestialstwo i czułość człowieczeństwa, chwałę i upadek społeczeństwa, dobro i zło historii. W ten zadziwiający sposób ukazuje swoistą sprawiedliwość dziejową, bo czyż nie jest sprawiedliwością utrata potencji przez generała Trujillo, który dotąd rozdziewiczał niemal wszystkie Dominikanki, czyż nie jest sprawiedliwością, a w każdym razie lekcją pokory, nietrzymanie moczu przez tego, który trzymał w ryzach cały kraj przez trzydzieści lat?

Do owego vargasowskiego stylu należy także zaliczyć pikanterię języka i szokujące opisy, głównie erotyczne, choć w przypadku Święta przede wszystkim opisy tortur. Niczym jest jednak zszywanie powiek, kastrowanie czy karmienie ekskrementami torturowanych wobec gwałtu, jakiego Dyktator dokonał na czternastoletniej dziewczynce i to gwałtu dokonanego, z powodu impotencji, o zgrozo! palcem.
Ktoś mógłby zadać pytanie, w imię czego mam czytać tak bestialskie i wulgarne opisy? Czy nie dowodzi to mojego braku humanitaryzmu? Myślę, że każdy powinien czytać także i takie bolesne karty literatury, aby właśnie nie utracić swojego człowieczeństwa, a może, aby je odzyskać...


Recenzent: Katarzyna Bereta

Mario Vargas Llosa

Święto Kozła

Tłumaczenie: Danuta Rycerz

Wnikliwe studium terroru

Ojciec Uranii Cabral był ministrem w rządzie dyktatora Rafaela Trujillo i jego zaufanym człowiekiem, częścią nieludzkiej machiny okrucieństwa. Jego posłuszeństwo wystawione zostało na najwyższą próbę w dniu, kiedy dyktator sięgnął po to, co dla Augustina Cabrala było najcenniejsze – jego córkę. Urania opuściła Dominikanę jako dziewiętnastolatka. Po trzydziestu latach wraca do Santo Domingo, by zmierzyć się z koszmarną przeszłością i towarzyszącą jej od dzieciństwa traumą.

"Święto Kozła" to jedna z najważniejszych książek Llosy. Noblista zgłębia mechanizmy terroru, analizuje postępowanie ludzi zwykłych i tych na szczytach władzy, kreśli portrety niepokornych i oportunistów żyjących w cieniu wszechmocnego tyrana.