wydawnictwo znak - Dobrze nam się wydaje

15.VIII.2016

Taka historia mogła spotkać Ciebie!

Każdy, kto zacznie czytać książkę Magdy Stachuli "Idealna", nie może się oderwać. Przeczytajcie rozmowę z autorką.

- O czym jest „Idealna?" 

- „Idealna" to powieść wielowątkowa. Na pierwszym planie mamy małżeństwo Anity i Adama, którzy borykają się z problemem braku potomstwa. I gdy ta sytuacja się niebezpiecznie przedłuża, dochodzi do powolnego rozpadu ich związku. Chciałam pokazać, jak zaczyna ich więcej dzielić niż łączyć. Podchodzą zupełnie inaczej do tego problemu. Anita popada w pewnego rodzaju obłęd. Przestaje wychodzić z domu i poddaje się pasji podglądania ludzi przez kamery monitoringu wizyjnego. To jej odskocznia. Próba ucieczki od problemów. Natomiast Adam w pierwszym momencie próbuje zrozumieć żonę i wydaje mi się, że szuka jakichś racjonalnych rozwiązań, bierze pod uwagę adopcję, życie bez dzieci. A potem jest już tylko o krok, żeby się to wszystko rozsypało. Znajduje pocieszenie w ramionach innej kobiety. W międzyczasie w życiu Anity zaczynają się dziać dziwne rzeczy. W szafie pojawiają się sukienki, których nie kupiła, w łazience kosmetyki. Kobieta sama nie wie, czy to psychika płata jej figle, czy mąż chce z niej zrobić wariatkę. To jest motyw przewodni i moment, kiedy poznajemy bohaterów. Starałam się jeszcze podjąć próbę odpowiedzi na odwieczne pytanie, do czego zdolny jest człowiek. Do czego prowadzi chęć zemsty, nienawiść. To są dwa główne wątki. Kiedy już napisałam książkę, zaczęłam się jeszcze zastanawiać nad jedną kwestią, która właściwie ułożyła mi się sama, a mianowicie, że w życiu wszystkich bohaterów pojawi się błąd fałszywego założenia. Wszyscy założyli w pewnym momencie coś źle.

- Bohaterowie Pani książki nie są jednowymiarowi, trudno ich polubić, skąd pomysł na taką konstrukcję postaci?

- Chciałam pokazać ich jak najbardziej idealnie i dlatego nie są oni idealni. Właśnie nie są idealni. Nie ma białych i czarnych, tylko są kolorowi. Mają dobre i złe cechy, i dzięki temu wydaje mi się, że są prawdziwi. Nie zależało mi na tym, żeby czytelnik kogoś polubił i mu kibicował, a w innym wypadku tylko czekał, kiedy powinie mu się noga. Widziałam na blogach, gdzie pojawiały się pierwsze recenzje, że tych postaci się nie lubi, ale to nie przeszkadza dalej śledzić ich losów i w tym właśnie jest jakiś urok. Nie chciałam budować dobrego i złego charakteru, ale pokazać, że ten dobry bohater, ta idealna postać, wcale taka nie jest i nawet nie była kiedyś, w przeszłości. Chciałam najbardziej prawdziwie oddać, jacy są bohaterowie - tacy jak my.

- Hasło na okładce brzmi: „Zawsze jest ktoś, kto cię obserwuje". Skąd takie hasło?

- To jest podtytuł - motto książki. Pani z promocji Znaku zapytała, jak bym określiła książkę, jakbym ją nazwała. Odpowiedziałam: „zawsze jest ktoś, kto cię obserwuje". Odparła, że w redakcji też tak myślą, to będzie dobry podtytuł. Myślę, że to jest przekleństwo naszych czasów. Sądzimy, że jesteśmy anonimowi, np. w dużym mieście, ale to nieprawda, bo kamery monitoringu są wszędzie. Nie zdajemy sobie z tego sprawy i nie widzimy ich, bo są tak wtopione w krajobraz. Naszą drogę powrotną z pracy do domu moglibyśmy prześledzić w wielu miejscach. I zawsze jest ktoś, kto nas obserwuje. Już nie możemy być pewni, że tak naprawdę jesteśmy anonimowi, że nikt nas nie widzi i nie zostawiamy śladów.

- Podglądanie jest jednym z ważniejszych tematów książki, podgląda Pani ludzi pasjami?

- Właściwie to od tego wszystko się zaczęło, bo szczerze powiedziawszy ja, jak Anita, bohaterka mojej książki, lubiłam i lubię otwierać strony z kamerami monitoringu wizyjnego i popatrzeć na to, co się dzieje, np. na Piątej Alei, w Tokio, w Moskwie, ale mimo wszystko to po pewnym czasie staje się nudne. Obraz jest statyczny. Przejeżdżają tramwaje czy autobusy. Chodzą ludzie. Poruszają się liście na wietrze. Natomiast, kiedy odkryłam praski tramwaj, który jedzie przez wąskie uliczki, gdzie krajobraz się zmienia, po prostu poczułam się jak jedna z pasażerek. Pomyślałam sobie wtedy, że to jest idealny temat na książkę i że muszę to wykorzystać. I dodałam do tego fabułę. Jedną z bohaterek obdarzyłam pasją do podglądania świata przez kamery. Dodałam jej osobiste problemy i wokół tego zaczęłam budować fabułę. Ale tak, wszystko zaczęło się od tramwaju praskiego, tzw. mazaci tramwaj, który jest jedynym egzemplarzem na świecie służącym do naoliwiania torów. Zaczął jeździć w 2015 roku w styczniu. We wrześniu zamontowano kamerę. Odkryłam go w listopadzie i przystąpiłam do pisania.

- Pani książka wpisuje się w nurt domestic noir, którego najgłośniejszym przykładem jest „Dziewczyna z pociągu". O co chodzi w tym nurcie? Czym się pani książka różni od typowego kryminału czy thrillera?

- To nowy nurt, który tak został określony w 2013 roku przez znawców literatury, jako novum na rynku. Chodzi o to, że zło, jakieś niebezpieczeństwo nie pochodzi od kogoś z zewnątrz, tak jak to może być w thrillerze psychologicznym, gdzie jest jakiś seryjny morderca, który grasuje z nożem po mieście. Zagrożeniem jest ktoś bliski. I w domu - w miejscu, gdzie powinniśmy czuć się najbezpieczniej, wcale tak nie jest i albo zagrożenie pochodzi od męża, żony, albo od kogoś, z kim dzielimy życie. I to jest właśnie przerażające, że nigdy do końca nie możemy być pewni osoby, z którą dzielimy łóżko, wspólne chwile. W powieściach takich jak „Dziewczyna z pociągu" czy „Zaginiona dziewczyna" mamy najczęściej bohaterkę, która nie boi się pokazać swojej prawdziwej natury, czarnej strony i wyraża swoje frustracje, niezadowolenie. W nurcie noir to często prowadzi do morderstwa. Tutaj nie ma delikatnej dziewczyny, która się boi każdego kolejnego dnia, tylko jest bohaterka, która pokazuje swoją mocną stronę, często tę czarną.

- Wydawca zapewnia, że „Idealna" to powieść, od której nie można się oderwać. Pierwsi czytelnicy są podobnego zdania. Czytała Pani pierwsze opinie na temat debiutu?

- Bardzo się cieszę, bo pojawiły się pierwsze opinie w internecie i rzeczywiście czytelnicy podobno nie mogą się oderwać. Bardzo dziękuję za te opinie, cieszę się, że książka się podoba. Dostałam kilka e-maili, gdzie w sposób żartobliwy czytelnicy mówią: „noo... przez Panią zarwałem noc, ale dziękuję". Do tego dążyłam, chciałam trzymać czytelnika w napięciu, chciałam je budować, zaskoczyć w najmniej oczekiwanym momencie. Chciałam wprowadzić taką grę, żeby nie wszystko było oczywiste. Mam nadzieję, że mi się udało, że zakończenie nie jest jasne już w połowie książki, że są zwroty akcji i że książka naprawdę trzyma w napięciu i nie można się od niej oderwać.

- Jeśli miałaby Pani powiedzieć jedno zdanie o książce swoim czytelnikom, to jakby ono brzmiało?

- Taka historia mogła spotkać Ciebie. Nie wiesz, czy w przeszłości nie zaszedłeś komuś za skórę i ktoś nie knuje przeciwko tobie, a ty nawet nie masz o tym pojęcia. To jest, według mnie, przerażające. Moja bohaterka nie była świadoma, że są na nią zastawiane sidła. Taka historia mogłaby spotkać każdego z nas.

Zawsze jest ktoś, kto cię obserwuje.

Dla fanów "Dziewczyny z pociągu"

Anita prawie nie wychodzi z domu. Podgląda ludzi przez kamery miejskiego monitoringu. To jej okno na świat, które pozwala kontrolować wszystko i wszystkich. I zapomnieć o sypiącym się małżeństwie oraz dziecku, które bardzo chciałaby mieć.
Pewnego dnia znajduje w szafie sukienkę, której nie kupiła. Później szminkę, która jej nie pasuje. Potem wydarza się coś jeszcze…
Ktoś wie o niej wszystko. I powoli realizuje swój plan.

Thriller psychologiczny, którego nie będziesz mógł odłożyć. Takiej autorki jeszcze w Polsce nie było.