Wydawnictwo Znak - Dobrze nam się wydaje

31.XII.2018

Nie żyje Kazimierz Kutz

Z ogromnym żalem żegnamy Kazimierza Kutza - niezwykłego Twórcę, Autora i Przyjaciela.

Wypowiedź Redaktora Naczelnego Jerzego Illga dla „Gazety Wyborczej":

"Tej wiadomości należało się niestety spodziewać, chociaż mieliśmy w Znaku wielką nadzieję, że odprawimy mu w lutym w Krakowie huczne 90. urodziny i urządzimy premierę jego najnowszej książki, nad którą ostatnio pracował. To autobiograficzna opowieść o łódzkiej „Filmówce" i historii polskiej kinematografii, okraszona wzruszającymi listami, które Kazimierz Kutz pisał do matki. Jest jednym z ostatnich wielkich - z pokolenia, które nie znajduje, niestety, następców tego formatu.

Kazio jest dla mnie bliską i ważną postacią, spotykałem go już przed laty, gdy jeszcze mieszkałem na Śląsku. Wyszedł z prostej, robotniczej rodziny, a dzięki mądrości swojej matki był tym „okrzesanym". Pokazał Polsce, czym jest Śląsk - ziemia, którą kochał najbardziej. Swoimi filmami oddał jej należny szacunek.

Kazimierz Kutz był nie tylko wielkim filmowcem, ale także wspaniałym pisarzem. Wielki literacki talent! Stosował tak smakowite formy językowe, że człowiek albo się śmiał, albo rozdziawiał gębę. Miałem przyjemność być akuszerem kilku jego książek. Mam żal do jurorów nagrody Nike, że nie doceniła należycie jego „Piątej strony świata", która jest arcydziełem.

Kutz był także zaangażowanym obywatelem. Leżały mu na sercu nie tylko sprawy Śląska, ale całej Polski. Nawet gdy przestał aktywnie działać w polityce jako poseł i senator, wciąż przejmował się Polską, wręcz na nią chorował. Cierpiał z powodu tego, co z nią robi obecna władza. Zawsze ceniłem go za prawość, odwagę, uwielbiałem jego malowniczy język. Manifestując swoje ateuszostwo, był lepszym chrześcijaninem niż wielu bigotów - jak mówił, jego dekalog sprowadzał się do przykazania: być przyzwoitym, żeby matka nie musiała się za niego przed sąsiadkami wstydzić. Będzie mi brakowało jego dziarskości, prostolinijności, wierności sobie."