Wydawnictwo Znak - Dobrze nam się wydaje

Zgoda na szczęście

Zapada w pamięć i w serce

Ponad rok temu Anna Ficner- Ogonowska wydała swoją pierwszą powieść „Alibi na szczęście". Był to chyba najbardziej spektakularny debiut w ciągu ostatnich kilku lat. Książka szybko stała się bestsellerem, przez wiele miesięcy utrzymywała się na szczytach list najlepiej sprzedających się książek. Historia Hani, Dominiki i Mikołaja podbiła serca wielu czytelniczek. Powieść „Krok do szczęścia" będąca kontynuacją „Alibi na szczęście" została równie entuzjastycznie przyjęta, a „Zgoda na szczęście" była chyba najbardziej oczekiwaną premierą tego lata. Czy jest równie niezwykła, jak poprzednie części?

 

W życiu Hani nastąpiła istotna zmiana. Dziewczyna zrobiła milowy krok ku odzyskaniu równowagi psychicznej. Już się nie miota, nie zamyka w sobie, nie ucieka w samotność. Dała szansę nowej miłości, która powoli ogrzewa jej skostniałe serce. Mikołaj tchnął w nią nowe życie, a ona chłonie je całą sobą. Staje się silniejsza i bardziej pewna siebie. Jednak życie jest nieprzewidywalne. Czasem nastraja pozytywnie, a czasem zmusza do zmierzenia się z przeciwnościami losu. Hania i jej bliscy również stają przed nowymi wyzwaniami, które czasem wywołują uśmiech, a czasem wyciskają łzy. Jakie nowe niespodzianki czekają na bohaterów „Zgody na szczęście"? Czym jeszcze życie ich zaskoczy? Czy demony przeszłości dadzą im wreszcie spokój?

 

Miło było znów znaleźć się w świecie stworzonym przez Panią Annę Ficner-Ogonowską. „Zgodę na szczęście" czytało się równie dobrze, jak i poprzednie części. Autorka zgrabnie wprowadziła czytelnika w świat znany nam z „Alibi na szczęście" i „Kroku do szczęścia". Wszystkie trzy powieści tworzą spójną całość, dlatego czytając powinno się zachować chronologię. Jeśli ktoś zacząłby od części trzeciej, nie do końca odnalazłby się w fabule, a niektóre zachowania głównych bohaterów mogłyby być niewłaściwie zrozumiane. Wszystkie trzy części są pięknie i ciekawie napisane. Nie nudziłam się ani trochę. Nawet nie wiem, kiedy zamknęłam książkę na ostatniej stronie.

 

W powieści prym wiodą uczucia. Fabuła aż kipi od emocji, a trzeba przyznać, że autorka ma szczególny dar pisania o tym, co skrywamy głęboko w sercu, o emocjach tak silnych, że czasem przytłaczają albo wręcz paraliżują i pozbawiają zdolności działania. Pani Anna Ficner-Ogonowska wykazała się też sporą znajomością ludzkiej psychiki tworząc niezwykle barwne postaci o ciekawej osobowości. Z pewnością będę mało oryginalna jeśli powiem, że największą moją sympatię zyskała pani Irenka, która niestety w „Zgodzie na szczęście" pojawia się rzadziej. Polubiłam też Mikołaja za jego cierpliwość i wytrwałość. Za nic jednak nie mogłam przekonać się do Dominiki. Wiem, że nie miała łatwego życia, ale to nie tłumaczy jej egoizmu i zapatrzenia w siebie. Po prostu nie lubię tego typu ludzi.


Zakończenie powieści jest, jak z bajki. Z całą pewnością niejedna dziewczyna marzy o takiej niespodziance przygotowanej przez ukochanego...

Autorka z ogromnym wyczuciem pisze o zwykłym, codziennym życiu utkanym z cieniutkiej, jak pajęczyna nitki wzruszeń zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych. „Zgoda na szczęście" to powieść, gdzie miłość, przyjaźń, wybaczenie i rodzinne tajemnice wzajemnie się przenikają, a życie i śmierć idą w parze. Autorka udowadnia, że prawdziwe głębokie uczucie jest w stanie przezwyciężyć wszystko. Serce ogrzane miłością nie czuje już tak wielkiego bólu, pielęgnuje wspomnienia jednak powoli otwiera się na nowe życie.


Gratuluję autorce ogromnego talentu. Niecierpliwie będę wypatrywać kolejnych jej powieści.


Recenzent: Natalia M.

Ta historia czekała na Ciebie. Rozkoszuj się nią i zapomnij o całym świecie

Hania już wie, że chce dzielić życie z Mikołajem. Uwielbia, gdy ukochany budzi ją czułymi pocałunkami i śniadaniem podanym do łóżka. Ale na ich drodze wciąż pojawia się wiele przeciwności. Dramatyczne sytuacje dotykają także ich najbliższych. Na szczęście wokół nie brak tych, którzy gotowi są ich wesprzeć, jak ciotka Anna – pełna energii, a przy tym jakże troskliwa i wyrozumiała. Z pomocą spieszy także nadzwyczajna w swej dobroci pani Irenka, która tym razem odegra wyjątkową rolę.
Czy Dominika odnajdzie się w roli żony i matki? Czy Hania odważy się wyjawić jej długo skrywaną prawdę, która całkowicie odmieni ich życie? Czy Mikołaj wreszcie usłyszy „i że cię nie opuszczę…”?
Choć los wciąż nas zaskakuje, to tylko od nas zależy, czy pozwolimy szczęściu zagościć pod naszym dachem.

-"Zgoda na szczęście" jest dla mnie jak wieczorny spacer po plaży – koi nerwy i uświadamia, jak wiele piękna i dobra jest wokół.
MARTA ŻMUDA TRZEBIATOWSKA