Wydawnictwo Znak - Dobrze nam się wydaje

Madame

Wyśmienicie wkomponowane literackie wariacje

Pierwsza powieść Antoniego Libery niesie ze sobą estetyczne doznania właściwe lekturze wielkich powieści z górnej półki. Potwierdzają to świetne recenzje w zagranicznych pismach, w których o książce mówi się m.in., że jest błyskotliwym i rzadkim osiągnięciem (przełożonym dotychczas na 20 języków). Równy, wysoki poziom artystyczny znakomitej narracji, której rytmu nie burzą retrospekcje i wyszukane, inspirujące literackie aluzje. Piękna, erudycyjna, intertekstualna proza, w której można znaleźć subtelną historię miłosną, wyśmienicie wkomponowane literackie wariacje, cytaty i nawiązania, spajające przebieg wydarzeń uroczo nad interpretowanych przez zakochanego młodzieńca. Obraz szarego PRL-u lat sześćdziesiątych w tle nadaje tej znakomitej opowieści status świadectwa czasów, w których żył pisarz.

 

Narratorem powieści jest uczeń liceum, młodzieniec przed maturą, wyrosły w atmosferze Radia Wolna Europa. Jego wyobraźnia jest kształtowana głównie przez sztukę: lektury i muzykę, ale również wycieczki w Tatry i rywalizacje w turniejach szachowych. Różnorodność osób w jego klasie skutkuje ciekawymi dyskusjami, zaangażowaniem, walkami na argumenty. Szukanie przestrzeni do realizacji pasji prowadzi od zakładania zespołu muzycznego do fascynacji teatrem. Krytyczne podejście do sztuki, wartościowanie literatury to niewątpliwie jeden z wyznaczników poziomu uczniów, ale i - w ówczesnych czasach - odwagi: „(...) powieść Conrada - wciągała i urzekała: intrygującą fabułą, wykwintnym a prostym stylem, żywymi postaciami o wyrazistych rysach, a nadto jeszcze stawiała filozoficzny problem postawy wobec zła. Druga natomiast - Popioły - była nudna i ciężka, a w partiach romansowych - kiczowata i śmieszna; brnęło się przez tę klątwę - egzaltowaną, sztuczną - z trudem i zawstydzeniem".

 

Tytułową bohaterką historii jest „trzydziestoparoletnia, nader przystojna niewiasta", nauczycielka francuskiego - egzotyczna w przygnębiającej i zamkniętej rzeczywistości PRL-u. Jako dyrektorka szkoły ma plan jej reformowania, które sprowadzałoby się przede wszystkim do otwierania klas z wykładowym językiem francuskim. Ta ezoteryczna osoba stanowi główny przedmiot zainteresowania uczniów, którzy prześcigają się w domysłach na temat jej życia osobistego, spekulacji, czy jest zamężna, oraz kwestii przynależności partyjnej. Madame jest pełna sprzeczności - z jednej strony jest mrożącą chłodem Królową Śniegu, „nieczułym aniołem" z innej czasoprzestrzeni, „jakby wyzuta z wszelkich słabości", nieokazująca emocji, a z drugiej - „drobna, krucha, pachnąca", „ideał sprawiedliwości". Madame właściwie „nie musiała nic robić, by cierpiano z jej powodu".

 

Jako że licealista-narrator, który szczególnie uległ fascynacji nauczycielką, jest adeptem gry w szachy - metaforyka szachowa jest w jego historii stale obecna i stanowi pewną oś. „Moją jedyną busolą były reguły gry w szachy. Te zaś nakazywały: nie atakować za wcześnie, a zwłaszcza nie wychodzić na początku hetmanem; wybrać, w miarę możliwości, mniej popularne otwarcie, rozwijać je metodycznie i czekać na błąd przeciwnika; ofensywę rozpocząć dopiero z mocnej pozycji". I tak „gambit hetmański" to kryptonim obmyślonej przez niego akcji polegającej na ostentacyjnym czytaniu na lekcji książek, które według zdobytych informacji bardzo wiążą się z historią życia Madame. Czasami prowadzone śledztwo urywa się jak zarzucona partia, jednak układ bierek na szachownicy jest na tyle ciekawy i frapujący, że po czasie wahań i wątpliwości następuje powrót go gry, chęć wygranej bierze górę.

 

Zwycięstwo to wiedza, poznanie, to ona sama - Wiktoria (Victoire - drugie imię Madame), to także literacki trop, jakim jest Zwycięstwo Conrada. Ogólna przenośnia szachowa jest osią dla różnorodnych tekstów kultury, których jest w utworze cała świetnie przemyślana siatka: Joanna Schopenhauer i Gdańskie wspomnienia młodości, hymn Ren Hölderlina, Guernika Picassa na wystawie w Instytucie Francuskim, „zabawa myślowa w Marcela i Abertynę czy Swanna i Odetę" (świetnie skompilowany fragment oniryczny stylizowany na strumień świadomości), porównanie do Hansa Castorpa z Czarodziejskiej Góry Manna, oglądana inscenizacja Fedry Racina. Swobodne balansowanie bohatera między tymi wątkami niejednokrotnie budzi u czytelnika zazdrość.

 

Poszukiwania i domysły, śledzenie Madame, rozmowy o niej, przeżywanie zazdrości, ciekawości i wielu sprzecznych uczuć towarzyszącym zwykle miłosnym afektom, popadanie w skrajności i przybieranie różnych póz prowadzi do tego, że Madame z lekcji na lekcję robi się łaskawsza. Ratunkiem przed pochopną euforią i kolejnymi rozczarowaniami staje się zachowanie dystansu i poleganie na szachowym toku myślenia: „(...) uznałem, że najlepsza odpowiedź na to „otwarcie" (dwuznaczności, podteksty, niedopowiedzenia) - to spokój, wyczekiwanie. Mówiąc językiem szachowym: „nie przyjmowanie ofiary"(...). Obrona Caro-Kann". Jak tymczasem zachowuje się nauczycielka? Pełen spokój, wobec którego w głowie zakochanego ucznia powstaje następująca konkluzja: „Kto przeżywa tak miłość? Kto odchodzi od zmysłów, szaleje, chciałby umrzeć, gdy pała afektem ku komuś? Dziewczyna? Wolne żarty! Dziewczyna jest w miłości spokojna, opanowana. Bo miłość to jej królestwo i naturalny stan".

 

O czym jeszcze jest Madame? Na pewno o szczególnej wadze dnia narodzin, o jakimś zdeterminowaniu miejsca, w którym przychodzi się na świat, swoistym genius loci. Ale ponadto przede wszystkim o magii słowa i stwarzaniu przez nie rzeczywistości. Czy urok kreacji jest niebezpieczeństwem czy pięknem? „Nieraz już w życiu przekonałem się, jak wiele mogą zdziałać słowa. Odkryłem ich czarodziejską moc. Potrafiły nie tylko zmieniać rzeczywistość, potrafiły ją tworzyć, a w szczególnych wypadkach nawet zastąpić". Relacja mistrz-uczeń, upływ czasu i zmienność rzeczywistości - to również tematy tej wielowątkowej powieści. Sentymentalne „Wtedy to były czasy!" jako tytuł pierwszego i ostatniego podrozdziału to klamra spajająca historię jako całość. Bohater sam staje się belfrem, o którym krążą legendy. Okazuje się, że w swojej dawnej szkole jest znany wśród uczniów jako wielka postać, klasyczny szkolny mit, a jego legendę o snuto przede wszystkim wokół „romansu" z Madame. Gdy narrator myśli, że może jednak wcale nie urodził się zbyt późno, okazuje się, że czas zatacza krąg.


Fenomenalny autoportret twórcy z czasów młodzieńczych lat, ironia użyta w swoim najlepszym przeznaczeniu (zgodnie z ostrzeżeniem Tomasz Manna jedynie jako środek artystycznego wyrazu) - humorystycznie, błyskotliwie, z wyrozumiałością dla młodzieńczego patosu.


Recenzent: Joanna Maj

Książka znalazła się w finale IMPAC Dublin Literary Award 2002

Powieść jest ironicznym portretem artysty z czasów młodości, dojrzewającego w peerelowskiej rzeczywistości schyłku lat sześćdziesiątych. Narrator opowiada o swoich latach nauki i o fascynacji starszą od niego, piękną, tajemniczą kobietą, która uczyła go francuskiego i dała mu lekcję wolności. Jest to zarazem opowieść o potrzebie marzenia, o wierze w siłę Słowa i o naturze mitu, a także rozrachunek z epoką peerelu. Tradycyjna narracja, nie pozbawiona wątku sensacyjnego, skrzy się humorem, oczarowuje i wzrusza.