Wydawnictwo Znak - Dobrze nam się wydaje

Beksińscy. Portret podwójny

W poszukiwaniu sensu

Dostałam prezent. Książkę.

Książka to mój prezent idealny. Lubię papier, lubię czuć ciężar książki w dłoni. Lubię patrzeć na wydrukowane litery, które układają się w słowa. Słowa w zdania. Zadania w znaczenia. Przewrotnie, jednym z moich ulubionych filmów jest „Farenheit 451". Ray Bradbury opisał świat, w którym książki są zakazane. Książka niszczy społeczeństwo, zmusza ludzi do myślenia, dlatego książki są palone przez... Strażaków. Tytuł powieści - „Farenheit 451"- to temperatura, w której papier ulega spaleniu. Strażacy są specjalnie szkoleni do odnajdywania i niszczenia książek. Są w tym bardzo skuteczni, więc ludzie chcąc ocalić książki, uczą się ich na pamięć. Recytują książki innym, cytują ich fragmenty. Sami stają się książką.
Człowiek książka?
Biografia to odwrócenie - to książka-człowiek. Książka, która próbuje na 424 stronach opowiedzieć o człowieku. Kilkadziesiąt lat życia na kilkuset stronach, do tego ilustracje, zdjęcia. Całe życie? 33 strony przypisów - mogą wskazywać, że autorka opisując człowieka i jego świat, szukała wielu różnych źródeł. Informacji, które mogą powiedzieć,coś o człowieku, gdy jego już nie ma.
Czytanie biografii może być szczególnie trudne, gdy wiemy jak książka się kończy. W biografii jest zawsze jakiś „spoiler". Coś wiesz. Nie będzie zaskoczenia, innego losu głównego bohatera. Zdzisław Beksiński został zamordowany przez syna ludzi, których znał. Ojciec chłopka robił u niego w domu remonty, matka sprzątała. Absurdalna śmierć. Wpuszczasz do domu nastolatka, a po chwili wychodzi z niego morderca... Wychodzi z niego? Wychodzi z mieszkania?

Czytając taką biografię, a właściwie reportaż o życiu człowieka, podświadomie szukasz „czegoś fajnego". Skoro życie Beksińskiego zakończyło się tak tragicznie, wiemy jaki opis przeczytamy na końcu, to trzeba znaleźć jakieś „sensy", „znaczenia" pomiędzy okładkami. Śmierć absurdalna, ale znajdźmy w życiu Beksińskiego jakieś „warto" wcześniej. Kochająca żona - jest! Mistrz i Puchalska - jest! Przyjaciele, wierni, oddani, lojalni, chociaż układ jest często niesymetryczny, bo Beksiński nie jest łatwy w obsłudze - jest! Tych „trafień" jest więcej, ale Beksiński nie ułatwia sprawy, bo to egotyk, nastawiony na siebie, wykorzystujący innych, nietowarzyski, dający się wykorzystywać, terroryzowany przez syna... To wszystko nie pasuje. Barbie ma zawsze ładne ubranka. Aktorzy na zdjęciach są zawsze uśmiechnięci. Sprząta się w sobotę. W niedziele dobre gospodynię zawsze gotują rosół. Cukierkowy świat. Przewidywalny. A u Beksińskich? Sztywne rytuały. Świat jak z filmów Koterskiego. Terytoria członków rodziny... i miłość.

Zosia kocha Zdzisia. Zdziś kocha Zosię. Mają SYNA. Beksińscy popełnili chyba większość błędów wychowawczych, jakie może popełnić rodzic. Wielu ludzi jednak nie dostałoby tytuł rodzica roku i jednocześnie nie ma dorosłego dziecka tak niedojrzałego, tak destrukcyjnego i egotycznego jak Tomasz Beksiński. Trudno go polubić. Czytelnik jednak wie, że Tomasz Beksiński się zabił. Gdyby Tomasz Beksiński był postacią z powieści, wymyśloną przez autora, czytelnik śledzący losy tej rodziny, mógłby nawet odczuć pewną ulgę po śmierci Tomasza. Nie można jednak tego powiedzieć, gdy bohaterem jest prawdziwy człowiek, nie brzmi to dobrze. Nie możemy czuć ulgi po śmierci kogoś bliskiego. Tomasz Beksiński przez całe życie próbował być kimś innym, kreować się, nie chciał żyć, podkreślał, że urodził się nie w tej epoce. Zabił się. Pozostaje nam tylko nie móc wyobrazić sobie, co czuje otoczenie, gdy nieustannie boi się o najbliższą osobę. Pozostaje przeczucie, jak niewyobrażalną stratą jest śmierć dziecka. Gdzie jest w tym sens?
Śmierć. Jedyną pewną rzeczą w naszym życiu jest śmierć. To jedyne, co przydarzy się nam wszystkim. Boimy się jej. Poddajemy się różnym rytuałom religijnym, zdrowotnym, by mieć poczucie wpływu na śmierć i to, co się stanie z nami po śmierci. Modlitwa, dobre, z umiarkowaną liczbą grzechów, życie mają pomóc w przejściu na drugą stronę, wieczność. Zdrowe odżywianie, aktywny tryb życia ma pomóc wydłużyć o kilka lat nasze życie na tym świecie i czuć się lepiej. Beksiński nie wierzył w boga, pił coca-colę, żarł wołowinę z puszki i słodycze w ogromnych ilościach. Czuł się dobrze gdy... tworzył. Malował śmierć i rozkład. Może tylko to właśnie miało sens.

Czytelnik, który obsesyjnie poszukuje sensu i znaczeń może mieć z biografią Beksińskiego problem. Obrazy bez tytułów, datowane nie po kolei, uciekanie od nazywania tego, co jest na obrazach i tysiące nagrań, listów. Rejestrowanie świata, życia, malowanie w transie, rejestrowanie świata wewnętrznego i odżegnywanie się przed nazywaniem tego. Mistrz po prostu tworzył... a Magdalena Grzebałkowska autorka „Beksińscy. Portret podwójny" spróbowała „po prostu" to opisać. Bez ocen, interpretacji.


Recenzent: Julita Urbaniuk

To książka o miłości – o jej poszukiwaniu i nieumiejętności wyrażenia

„Zdzisław Beksiński nigdy nie uderzy swojego syna.
Zdzisław Beksiński nigdy nie przytuli swojego syna”.

To nie jest książka o znanym i modnym malarzu, który malował dziwne i straszne obrazy. To nie jest książka o jego mrocznym synu, który fascynował się śmiercią i tak długo próbował popełnić samobójstwo, aż mu się udało. Ani też książka o obsesjach, natręctwach, fobiach i artystycznych szałach. Ani też o karierze, pieniądzach, wystawach i krytykach. To nie jest książka o dziwnych uczuciowych związkach, fascynacji muzyką i filmem oraz nowymi technologiami. To nawet nie jest książka o ludziach, którzy pisali dużo listów.

To książka o miłości – o jej poszukiwaniu i nieumiejętności wyrażenia. I o samotności – tak wielkiej, że staje się murem, przez który nikt nie może się przebić. O tym, że czasem bardzo chcemy, ale nie wychodzi. O tym, że życie czasami przypomina śmierć, a śmierć – życie.