Wydawnictwo Znak - Dobrze nam się wydaje

Beksińscy. Portret podwójny

Stare demony odżywają...

Ciemność sięgająca głębin otchłani cierpienia i pustki samotności. Strzępy ciał wijące się w konwulsjach, tocząc przegraną walkę ze śmiercią. Krajobraz zniszczenia i rozkładu, pozbawiony złudnej nadziei. Mroczny koszmar, który pozostawia pod powiekami obraz bezkresnej rozpaczy. Wyobraźnia artysty nie znała granic, pozostając na zawsze niemożliwą do uchwycenia tajemnicą.

Wyjątkowa twórczość położyła grubą smugę cienia na tragicznym życiu i śmierci Zdzisława Beksińskiego. Jego zagadkowa osobowość i relacje z rodziną budzą zainteresowanie. Zadania stworzenia rzeczywistego portretu tego znanego malarza podjęła się Magdalena Grzebałkowska. Portretu podwójnego, ponieważ głos zabiera także jego syn Tomasz. A w tle delikatnie stąpa kobieca dusza - Zofia, żona Zdzisława. Rodzina Beksińskich, przez wielu uważana za przeklętą, z piętnem tragedii, została ukazana z największą dozą realizmu.

Ogromny materiał źródłowy, jaki pozostawili po sobie Beksińscy, czekał przez wiele lat na szczegółową analizę, przyczyniając się do powstania spójnego obrazu tej znanej rodziny. Jego autorka ukazała go w sposób niezwykły. Pod otoczką faktów znalazła miejsce na ludzkie szczere emocje i głębokie uczucia. Prócz talentu, fascynacji i poświęcenia w dążeniu do osiągnięcia celu, ojciec i syn pragną miłości, wzajemnego zrozumienia i wsparcia. Obaj odznaczają się silną indywidualnością. Trud wychowania syna przerasta możliwości Zdzisława, który nie potrafi okazywać mu bliskości. Podczas gdy Zdzisław pielęgnuje prawdziwą miłość do żony, Tomasz cierpi w samotności, nie mogąc stworzyć stałej relacji z kobietami. Artysta, który wyrzuca z siebie wewnętrzne lęki, tworząc kolejne dzieła, i jego syn - żyjący w zamkniętej rzeczywistości, głęboko skrytej przed otoczeniem, podejmujący kolejne próby samobójcze. Egocentryczny dziennikarz radiowy, wieczny nastolatek ukryty w ciele dorosłego mężczyzny, fascynujący się muzyką i śmiercią, traktowany przez słuchaczy jak "książę ciemności" oraz jego ojciec, prywatnie skromny, nieprzeciętnie inteligentny i wrażliwy na potrzeby innych ludzi. Niezwykli ludzie zmagający się ze zwykłą, codzienną, szarą rzeczywistością czasów komunizmu w Polsce. A także uciekający w świat fikcji i nieograniczonej wyobraźni, pochłaniającej ich myśli.

Autorka wzbogaciła swoją pracę w cenne wypowiedzi i opinie wspólników, znajomych oraz przyjaciół wszystkich członków rodziny Beksińskich. Konfrontując je ze znanymi faktami z ich życia oraz osobistymi wywiadami, listami, dziennikiem prowadzonym przez Zdzisława i licznym nagraniom audiowizualnym można z łatwością szczegółowo prześledzić wszystkie etapy twórczości artysty i okresy jego życia od początków do tragicznego końca.

Ten poruszający emocje obraz, wypełniony miłością, lękami, fobiami, okrucieństwem i samotnością w obliczu samobójczej śmierci, zdecydowanie wyróżnia się na tle podobnych pozycji na rynku wydawniczym. Jego wysoka ocena jest w pełni uzasadniona. Efekt pracy autorki oraz trud włożony w pozyskiwanie i opracowanie wszystkich materiałów zasługuje na wyróżnienie.


Recenzent: Karolina Wójcik

To książka o miłości – o jej poszukiwaniu i nieumiejętności wyrażenia

„Zdzisław Beksiński nigdy nie uderzy swojego syna.
Zdzisław Beksiński nigdy nie przytuli swojego syna”.

To nie jest książka o znanym i modnym malarzu, który malował dziwne i straszne obrazy. To nie jest książka o jego mrocznym synu, który fascynował się śmiercią i tak długo próbował popełnić samobójstwo, aż mu się udało. Ani też książka o obsesjach, natręctwach, fobiach i artystycznych szałach. Ani też o karierze, pieniądzach, wystawach i krytykach. To nie jest książka o dziwnych uczuciowych związkach, fascynacji muzyką i filmem oraz nowymi technologiami. To nawet nie jest książka o ludziach, którzy pisali dużo listów.

To książka o miłości – o jej poszukiwaniu i nieumiejętności wyrażenia. I o samotności – tak wielkiej, że staje się murem, przez który nikt nie może się przebić. O tym, że czasem bardzo chcemy, ale nie wychodzi. O tym, że życie czasami przypomina śmierć, a śmierć – życie.