Wydawnictwo Znak - Dobrze nam się wydaje

Śpiewaj ogrody

Powieść wielu bohaterów, wielu wątków i wielu kultur

Prozę Pawła Huellego poznałam pod koniec liceum, kiedy to polonistka poleciła nam lekturę „Weisera Dawidka". Już wtedy zrobiła na mnie kolosalne wrażenie, ale dopiero po rozłożeniu na czynniki pierwsze na jednych ze studenckich zajęć trafiła do mnie z całym swoim bogactwem. Od tego czasu nie miałam okazji przeczytać już żadnej książki tego autora. Dopiero teraz, gdy po sześciu latach milczenia ukazała się „Śpiewaj ogrody" stwierdziłam, że to dobry moment, aby ponownie spotkać się z autorem. Spędziłam z tą powieścią bardzo dużo czasu, bo to niełatwa lektura, która wymaga pełnego poświęcenia i uwagi. Przerwy, nawet jednodniowe nie są wskazane. Nagromadzenie wątków i bogactwo erudycyjne tekstu sprawiało, że przy dłuższej przerwie gubiłam się w temacie i musiałam wracać do poprzednich rozdziałów. Gdybym miała napisać w jednym zdaniu o czym jest nowa powieść P. Huellego to przyznam szczerze, że spasowałabym na wstępie, bo nijak nie da się tego uczynić.

„Śpiewaj ogrody" to powieść wielu bohaterów, wielu wątków i wielu kultur. Każdy aspekt jest jednakowo ważny i nie sposób go wywyższać. Niezaprzeczalnie jednak czymś co łączy, a jednocześnie dzieli jest muzyka. Muzyka obecna już w tytule (zaczerpnięta z sonetów Rilkego) i niemal na każdej karcie powieści. Jest sposobem na życie, na zło, ale prowadzi też do zguby. Wreszcie jest to także powieść o bogatej historii Gdańska, (a właściwie całego Pomorza) i Kaszub, które to miasto autor ukochał sobie szczególnie. Historię o tyle ciekawą, że przedstawioną z perspektywy niemal wszystkich bohaterów powieści. Tak rozległa czasowo historia łącząca dzieje od XVIII wieku do lat siedemdziesiątych wieku dwudziestego, widziana na tyle różnych sposobów nie może nie być interesująca.

Powieść jest obszernym rozwinięciem opowiadania „Przeprowadzka" z tomu „Opowiadania na czas przeprowadzki". I tutaj rzecz zaczyna się od przeprowadzki polskiej rodziny chłopca - narratora. Symboliczna i dosłowna wyprowadzka z domu przy ulicy Polanki w Oliwie, staje się paradoksalnie dla niego pretekstem do ciągłych powrotów w to miejsce, do zgłębienia jego tajemnic, na które wcześniej być może był za młody. Odjeżdżając wozem pana Bieszke, ostatni raz spogląda w okna starej willi i widzi za firanką panią Gretę Winterhaus-Hoffman, która od tej pory nieprzerwanie będzie go fascynować. Dorastającego chłopca i starszą kobietę połączy konspiracyjna przyjaźń do końca życia. Bohater przez wiele lat będzie przyjeżdżał do pani Grety, aby wsłuchiwać się w opowieści o jej mężu - nowatorskim kompozytorze Erneście Teodorze, o czasach wojennych, które zabrały wszystko, co tylko mogły, wreszcie o tajemniczym Francuzie Venancourcie, który w osiemnastym wieku zamieszkiwał posiadłość i dopuszczał się straszliwych zbrodni. Pomyślałam sobie w tym momencie, że właściwie pani Greta jest główną bohaterką, dzięki której młody chłopak - narrator może snuć swoją opowieść. To ta dwójka powołuje niejako do życia Ernesta Teodora - męża Grety, Pana Bieszke - rodowitego Kaszuba, ojca narratora, zwyrodnialca Venancourta i wielu innych, którzy pojawili się na kartach powieści.

Ernest Teodor - mąż Grety w 1932 roku wybiera się w podróż do Budapesztu, aby w jednym z antykwariatów odnaleźć teczki z nieukończoną operą Wagnera „Szczurołap". Zafascynowany zabiera ją do domu i pracuje nad jej rekonstrukcją, z zamiarem wystawienia jej w czasie corocznych festiwali Wagnerowskich, które odbywały się w Sopocie. Widząc jednak postępujące narodowosocjalistyczne zapędy, ślepe podążanie za polityką Hitlera, decyduje się poczekać aż zmienią się rządy. Jak wiadomo nam wszystkim, historia napisała całkiem inny scenariusz. Ukryty „Szczurołap" przynosi nieszczęście całej rodzinie, tak jakby jego symboliczna, baśniowa wymowa przeniosła się do rzeczywistości. I tak jest poniekąd, bo szczury w tej powieści odgrywają dosyć istotną rolę. Sama opera odnaleziona przez Ernesta Teodora jest oparta na popularnej legendzie średniowiecznej o Szczurołapie z Hameln, który magiczną grą na flecie wyprowadził pustoszące miasto szczury, jednocześnie zabierając wszystkie dzieci, które już nigdy nie powróciły do domów. Baśń, którą większość z nas zna dzięki Braciom Grimm posłuży autorowi do wydobycia jeszcze jednej historii, kiedy to tuż po wojnie wracają do Gdańska ojciec narratora i wspomniany już Kaszub pan Bieszke. Niespodziewanie nocą przychodzi im uciekać przed zatrważającą ilością szczurów wędrujących ulicami miasta.

Skąd te szczury i w jakim celu? Dopiero po skończonej lekturze doszłam do wniosku, że Szczurołapem z Hameln jest Hitler, który początkowo witany jak zbawienie, hipnotyzuje swój lud i prowadzi go do zguby. Jakże wiele jest tu wątków i faktów, które można pojąć zamykając książkę. Nie sposób napisać w recenzji o całym bogactwie tej powieści, bo nie jest to ani możliwe, ani wskazane. Przewija się przecież tylu bohaterów, tych pierwszoplanowych, głównych, z dalszego planu, anonimowych, tych, których tylko zacytowano. Mieszanka kulturowa, jaką serwuje Huelle dodaje niesamowitego smaku, szczególnie zaś dosyć obszernie zarysowany wątek Kaszubów, ich perypetie wojenne, a przede wszystkim język, którego autor nie poskąpił.

Czymś, co spędzało mi sen z powiek była odrażająca postać Venancourta, którego mroczną tajemnicę Ernest Teodor odkryje dopiero przed wojną. Zastanawiałam się, po co autor umieścił wątek osiemnastowiecznego Francuza, który przybył do Gdańska z Brazylii i osiedlił się przypadkowo w domu przy ul. Polanki. Czy to postać, której czyny można porównać ze złem pochodzącym od Hitlera? Tylko w dalszym ciągu nie wiedziałam, po co to wszystko? Chyba nie tylko dla dodania dreszczyku, chorej fascynacji osobą francuskiego libertyna? Z wyjaśnieniem przyszedł sam autor, ale tego wam oczywiście nie zdradzę, bo być może jesteście jeszcze przed lekturą.

Mogłabym pisać o tej książce i pisać w nieskończoność (notatki robione podczas lektury zajęły sporą część zeszytu), ale po pierwsze nie chcę pozbawić was przyjemności odkrywania tego wszystkiego, co przygotował dla czytelników P. Huelle. Myślę też, że nie zdołałabym uciec przed zupełnym zapętleniem się w historię, mnogość wątków, bohaterów, dygresje literackie, tak bogato okraszające powieść, czy samą muzykę Wagnera, która gra tu dużą, żeby nie powiedzieć główną rolę.

Nie powiedziałam tej książce do widzenia, bo nie zamierzam na długo odkładać jej na półkę. Obklejona fiszkami, zakreślona bezwstydnie ołówkiem jeszcze nie raz zagości w moich rękach i jestem prawie pewna, że za każdym razem będzie to niemal dziewicze czytanie. Przy tak bogatym wnętrzu jeszcze tyle pozostało do odkrycia! Myślę o „Ogrodach". bardzo dużo, choć lektura już przecież za mną. Ciągle mam tę książkę pod ręką i wieczorami otwieram na chybił trafił i odczytuję jakiś fragment. Trochę to zgubne, ale też fascynujące, bo zawsze wysnuwam jakieś nowe wnioski... Czy to, co napisałam brzmi jak zachęta? Taką mam nadzieję, bo choć nie jest to książka łatwa w odbiorze (ci, co śledzą mnie na Fb wiedzą, że miałam momenty zwątpienia) to jej lektura przynosi niesamowitą satysfakcję.


Recenzent: Marta Rajchel

O muzyce w cieniu Hitlera, literaturze w cieniu zbrodni, miłości w cieniu wojny

Greta przeczuwała, jak to wszystko się skończy. Obsesja jej męża na punkcie niedokończonej opery Wagnera. Mrożący krew w żyłach pamiętnik pewnego Francuza, poprzedniego właściciela domu. Wojna. I dzień, w którym Rosjanie zajęli jej miasto, jej dom, jej życie…
I tylko ten młody Polak, przypadkowy współlokator, nie pasuje do przeklętej układanki historii. Jego syn, kilkuletni chłopiec z opowieści Grety, zaczyna na nowo stwarzać świat. Świat, który już dawno przeminął.

Przepiękna, misternie skonstruowana powieść o nieistniejącym już wielokulturowym świecie, w którym przenikały się różne tradycje i nacje. O Wolnym Mieście Gdańsku i tajemniczej operze Wagnera, która zmieniła życie pewnego kompozytora i jego żony. O fleciście z Hameln i przemarszu szczurów, które w posępnej ciszy wędrują ulicami Gdańska. O muzyce w cieniu Hitlera, literaturze w cieniu zbrodni, miłości w cieniu wojny i o niezwykłej przyjaźni małego chłopca ze starą Gretą.