Wydawnictwo Znak - Dobrze nam się wydaje

Ostatnie rozdanie

Mistrz słowa powrócił

Zakończyłam trwającą 1,5 miesiąca przygodę z najnowszą książką Wiesława Myśliwskiego. Książką, o której marzyłam od momentu, gdy ją ujrzałam w zapowiedziach. Tęskniłam za tym, w jaki sposób Myśliwski pisze o życiu. Za tą niespieszną narracją, głęboką mądrością. A jednak, zamiast połknąć książkę na dwa chapnięcia, w międzyczasie przeczytałam x książek. Każdy, kto czytał jakąkolwiek książkę Myśliwskiego, wie, że ich się nie połyka. Delektuje się nimi. Słowo, po słowie, zdanie po zdaniu.

 

Kiedyś użył łuskania fasoli, jeszcze kiedy indziej pretekstem była ucieczka Dziedzica. Teraz jest to przeglądanie starego notesu z adresami. Notes kupiony w zamierzchłych czasach, stał się tym, czym kiedyś była Biblia rodzinna, świadectwem wszystkich wydarzeń, świętą księgą życia. W notesie zapisane zostały osoby, kiedyś będące częścią wszechświata Właściciela, a dziś niekiedy zapomniane. Twarze się rozmywają, nazwiska mieszają, plączą się sytuacje. Metafora naszego życia, powtórzenie słynnego „vanitas, vanitatum et omnia vanitas", bo czy da się uciec od tego pełnego wątpliwości stwierdzenia? Kiedyś, ktoś był na tyle istotny, by wpisać go do tego notesu, ktoś wywarł na narratorze wrażenie, kobiety oddały mu swoje ciała, może i dusze. Teraz ludzie przeminęli, a wraz z nimi i pamięć. Zresztą śmierć nie jest koniecznym warunkiem zapomnienia... ilu ludzi wciąż żyje, a nasz mózg sam z siebie nie poświeci im pojedynczej myśli, chociaż kiedyś spędzali nam sen z powiek. Chociaż kiedyś ich humory wyznaczały rytm naszego życia. A dziś... dziś nie pamiętamy koloru ich oczu, brzmienia ich głosu, zapominamy, w którym momencie i jak splotły się ścieżki naszego życia.


Myśliwski, używając starego notesu, jako punktu wyjścia snuje genialną opowieść. Za każdym razem, gdy zaczynam rozmyślać nad degrengoladą polskiej literatury, staje mi przed oczami równy rządek książek tego autora, stojący na mojej półce i zadający kłam mym myślom. Jest to tak dobra proza, że ciężko mi to opisać. Książka wspaniała, ale i ciężka, wymagająca maksimum skupienia. Jej nie da się czytać do kawy, spiesząc się do pracy, raczej potrzebny jest spokojny wieczór i cichy dom. Nad niektórymi fragmentami nie da się przejść do porządku dziennego, rozpocząć kolejny akapit. Trzeba wczytywać się i rozmyślać. Ale czy takie myślenie ma sens, czy życie, filozofia, ten sens najwyższy nie wykraczają poza granice naszego poznania?

Czytając książkę zastanawiałam się, dlaczego autor wybrał tak zagadkowy tytuł. Ostatnie rozdanie kojarzy nam się z pożegnaniem, stawiamy je w tym samym rzędzie co strzemiennego czy rozchodniaka. Ostatni gest, tuż przed pożegnaniem, odjazdem. Narrator w taki sam sposób rozprawia się z ludźmi, którzy kiedyś zagościli w jego życiu, chociażby przez moment, chociaż przez chwilę. Poświęca im ostatnią myśl przed... wykreśleniem z notesu, na co nie może się zdobyć. Zwykle łatwiej jest wpisywać, wykreślanie niesie ze sobą ciężar decyzji, ma w sobie groźną, przerażającą ostateczność. Tak jakby tkwiła w nas obawa, że jedynie fakt iż figuruje u nas w rejestrach, w notesie, w kalendarzu, sprawia iż wciąż istnieje jako byt.


Przez całą książkę przebrzmiewa smutek, tęsknota i melancholia, nad przemijaniem, nad brakiem czasu, nad zapomnieniem.

„Ostatnie rozdanie" mogę śmiało nazwać książką wybitną. Trudną, gorzką, ale taką, która wywołuje w nas silne uczucia i wprawia w zachwyt nad tym, jak niektórzy umiejętnie władają słowem. A że Wiesław Myśliwski należy niewątpliwie do wirtuozów, to i lektura jest, mimo konieczności wysiłku intelektualnego, przyjemnością.


Recenzent: Katarzyna Mastalerczyk

Wiesław Myśliwski jest twórcą przywracającym wiarę w sens i wartość prawdziwej literatury. Jego powieści wynikają z głębokiej wewnętrznej potrzeby wyrażenia – i równocześnie poznania – prawdy o ludzkim losie, przeznaczeniu, przemijalności, pamięci, miłości, sensie istnienia.
O tym – choć nie tylko o tym – mówi jego powieść Ostatnie rozdanie, kolejne prozatorskie arcydzieło, na które czekaliśmy kilka lat. Myśliwski publikuje rzadko, pisze długo, zgodnie z przeświadczeniem, że „pisać książki powinno się dopiero, gdy człowiek naprawdę czuje, że nie ma już żadnego innego wyjścia (…), wtedy kiedy jest się przekonanym, że ma się coś naprawdę do powiedzenia komuś drugiemu”.
Ostatnie rozdanie to dzieło „totalne”, które chce objąć całość ludzkiego doświadczenia, dotknąć tajemnicy bytu. Jest zachętą do myślenia, nie poucza, nie moralizuje i nie ocenia. Pokazuje życie z jego dobrymi i złymi stronami. To powieść filozoficzna i wielowymiarowa, której tematem jest człowiek i ludzki los zawieszony między przypadkiem a koniecznością. Perfekcyjnie skonstruowana, zachęca do lektury wielokrotnej – przy każdej pozwalając odkryć jej nowe wymiary i perspektywy. Żywioł opowieści sprawia, że czytelnik zatapia się w niej i oddaje się jej zniewalającemu nurtowi.