Wydawnictwo Znak - Dobrze nam się wydaje

Rozmowa w „Katedrze”

Między wierszami

Między wierszami
Jeśli ktoś posiada zdolność czytania między wierszami, to dobrze. Jeśli ten sam ktoś sądzi, że dzięki niej zdoła odczytać „Rozmowę w ", jeśli sądzi, że zdoła ją w pełni zrozumieć, nie pogubić się i nie narazić na zniechęcenie do twórczości Mario Vargasa Llosy, to wyprowadzam z błędu: nie zdoła.
Powieść to nic innego jak tytułowa rozmowa. Dialog, ot taka sobie konwersacja, nic szczególnego. Idzie Santiago przez Limę, rozmyśla nad życiem, dobrego humoru nie ma, bo mu hycel psa podprowadził i żona w domu z tego powodu smutna. Spotyka Santiago dawnego szofera swojego ojca, idą na piwo, wspominają zamierzchłe czasu, Santiago się upija, rozchodzą się. Koniec powieści.
Santiago Zavala rozmyśla nad momentem, w którym, jak sam stwierdza: zeszmacił się. To jest credo powieści, jej kręgosłup. Proces indywiduacji, zagłębianie się w sobie i poszukiwanie: kiedy? Kiedy się zeszmaciłem? Trzeba się zatrzymać
i zauważyć, że to pytanie, które pojawia się wielokrotnie na kartach dzieła Peruwiańczyka przypomina inne stwierdzenie jego autorstwa. W książce „Kto zabił Palomina Molero" fabułę zarówno otwiera i zamyka wulgarne i zarazem filozoficzne zdanie „Kurestwo nie z tej ziemi". Taka klamra, spójnik spotykany w pisarstwie Llosy jest dla niego charakterystyczny i pozwala uchwycić głębię powieści: nie jest ona wyłącznie beletrystyką, jest rozprawą nad kondycją człowieka.
Wokół kręgosłupa pisarz tka ciało węża: wielowątkowość dzieła przywodzi na myśl barwne, mozaikowe wzory na gadziej skórze. Wąż co jakiś czas zrzuca ową skórę - czyni to cyklicznie: w każdym rozdziale. Jeden rozdział to narodziny, życie
i porzucenie skóry przez gada. Ale to nie tak, że każdy rozdział to inna, oderwana od pozostałych, historia. Dlatego konieczne jest, by wąż pożerał swój ogon, a dokładniej by pożerał zsuwającą się z niego skórę. W ten sposób powstaje obwód zamknięty: rozdział: fabuła, drugi rozdział: inna fabuła, trzeci: też inna, ale czwarty to już kontynuacja tej pierwszej, a piąty tej drugiej i tak w kółko. Wąż ma skórę, wąż zrzuca skórę, ukazując jednocześnie nową, świeżą i trawiąc w żołądku starą, którą zrzucił. Kiedy świeża się zestarzeje, zrzuci ją i pożre, a pokaże się w nowej: będącej „produktem przemiany jego własnej materii". Perpetuum mobile, książka samowystarczalna, dzieło pełne, powieść, której niczego nie brakuje. Podobne „przemieszanie" wątków i rozdziałów spotyka się również w innych książkach Peruwiańczyka („Ciotka Julia i skryba", czy „Święto Kozła") jednak w „Rozmowie" ta metoda jest absolutnie najdoskonalsza: zarazem skomplikowana i przejrzysta.
Można długo wymieniać fabuły tego dzieła: młodość i bunt Santiago, ucieczka z domu, praca w gazecie. Historia Cayo Bermúdeza, jego perwersje, służba w rządzie peruwiańskiego dyktatora, wygnanie. Losy dwójki służących: Ambrosia i Amalii. Przypadki rodziny Zavala, a w szczególności ojca Santiago: jego wielka, gorsząca tajemnica, jego zaangażowanie w politykę. A i prostytutkom oraz kochankom nie można odjąć znaczenia dla całości. Niezwykła wprawa, z jaką autor powieści splata te - wydawać by się mogło, zupełnie różne wątki - proces wzajemnego zbliżania
i oddalania ich od siebie, kluczenie postaci między rozdziałami, łańcuchy przyczynowo-skutkowe, których logiczna doskonałość przyprawia o nieme zdumienie i prawdziwy podziw, to wszystko i jeszcze więcej determinuje zatracanie się w powieść, z każdą stroną coraz głębiej i głębiej.
Jednak trzeba zdać sobie sprawę z podstawowej kwestii: „Rozmowie
w >Katedrze<" gatunkowo bliżej jest do telenoweli niż do literatury światowej. Ponieważ literatura światowa musi zawierać w sobie niezwykłe sceny batalistyczne, lub wyjątkowo podstępnie uknute spiski, musi kończyć się Happy Endem, a już
w ogóle najlepiej, jeśli zagłębi się w tajemnice wiary i będzie kluczyć wokół związku Marii Magdaleny i Jezusa. A Vargas Llosa to Latynos, oni tam w Ameryce żyją od telenoweli do telenoweli: ckliwe użalanie się nad życiem codziennym, mieszanie się życia państwa i służby, miłość, zdrady i łzy. Nic, tylko szare, banalne, przewidywalne życie. Jak wartościową jest więc kultura iberoamerykańska, jeśli tak rzetelnie i z oddaniem może zajmować się zwykłą codziennością, kiedy świat goni za sensacjami. Mario Vargas Llosa nie przedstawia w swej książce w zasadzie żadnej, zapierającej dech w piersiach akcji: owszem, występują wątki śledcze, są krwawo tłumione manifestacje i represje, ale te kwestie są tylko tłem. Więcej: cała książka jest tłem dla samej siebie.
To obraz; kolaż powstały w wyniku nakładania kolejnych warstw farb i materiałów na siebie. W jednych miejscu widać jedną warstwę,
w innym przebija się ta z samego dołu. Autor dzieła sprawił, że przedstawienie prawdziwego życia jest w gruncie rzeczy bilion razy ciekawsze i zajmujące niż wszelkie próby dogodzenia rynkowi czytelniczemu przez świat pisarski: w postaci lekkich, poczytnych romansów, wartkoakcyjnych kryminałów i pachnących tajemnicą „dzieł" ukazujących zakamarki wierzeń religijnych. Tak, zwykłe życie jest od tego wszystkiego lepsze - pod warunkiem, że opisuje je pióro Cudotwórcy
z Peru.
Tytułowa „Katedra" to obskurny bar, w którym na domiar złego znajduje się pokój sprzyjający zbliżeniom cielesnym. U Vargas Llosy nic nie jest pozbawione drugiego dna: co może oznaczać zdanie „Rozmowa w >Katedrze<"? To oczywiste: spowiedź. Spowiedź całego życia, spowiedź piękną i bogatą jak rafa koralowa, i jak rafa, składającą się z tysięcy polipów, które żyją i samodzielnie i tworzą spójną, nierozerwalną całość. Polispowiedź. Rozprawa na temat kondycji ludzkiej. Żeby ją zrozumieć i należycie przyswoić, trzeba się w niej zatopić. Żyć nią, wozić ze sobą
w samochodzie, w pociągu, zabierać na wykłady, do łazienki, do ogrodu, kłaść przy łóżku, zasypiać przy niej. Czytać, raz, drugi, trzeci, w nieskończoność. Za każdym razem znajdzie się coś nowego, coś pięknego i tak przejmującego, że może odmienić postępowanie czytelnika. To już nie książka. To nawet nie dzieło. To boski twór.
Szanowny Panie Autorze: proszę się nie przejmować, że nie otrzymuje Pan Nagrody Nobla - nie ma takiej nagrody na świecie, która godna byłaby uhonorowania tej powieści.

 



Recenzent: Jakub Nawrot

Mario Vargas Llosa

Rozmowa w „Katedrze”

Tłumaczenie: Zofia Wasitowa

"Rozmowa w >Katedrze<" uznawana jest za najważniejsze dzieło Vargasa Llosy

Najważniejsze dzieło Vargasa Llosy
Rozmowa w „Katedrze” to niezwykła historia ludzi żyjących w Peru w latach pięćdziesiątych w czasie dyktatury wojskowej, której przywódcą był generał Manuel Apolinario Odría. Powieść rozgrywa się na wielu płaszczyznach, ujawniając kulisy i mechanizmy władzy, a także jej wpływ na życie zwykłych ludzi. Vargas Llosa, posługując się bolesną historią własnej ojczyzny, w precyzyjny i niezwykle kunsztowny sposób kreśli złożony obraz dyktatury.