Wydawnictwo Znak - Dobrze nam się wydaje

O pięknie

Dwubiegunowość świata?

Powieść amerykańska O pięknie Zadie Smith jednoznacznie dowodzi, że na narrację postetniczną nie nadszedł jeszcze czas w ponowoczesnym świecie. Jak widać i ponowoczesność jest mniej uniwersalna niż chcieliby tego piewcy ładnych terminów i postprostych rozwiązań.

Cielesność bohaterów Smith jest nam wmawiana tak silnie, że zaczynamy wierzyć, że są z krwi i kości. Kości policzkowych, na których w odmienny sposób uwidacznia się czarnoskórość, brzucha przyjmującego określony kształt w określonej pozie, szerokich pleców wytkniętych w momencie, kiedy spodziewalibyśmy się charakterystyki, przedstawienia nam danej postaci. Determinacja, z jaką anatomiczne szczegóły organizują widzenie postaci, ich wzajemne rewerencje i dystynkcje zdecydowanie onieśmiela.
Odczytuję to jako układanie mozaiki pod wydarzenia, potrzebę zaznaczenia prymitywizmu wszelkich form rasizmu, również tych spod znaku akcji afirmatywnej, ale też realne odczuwanie siebie. Ludzie są wyczuleni na detal ciała swoich rozmówców, członków rodziny, sąsiadów i sprzątaczek. Człowiek jest cielesny - z czym nie radzą sobie ani chrześcijańskie dogmaty wiary, ani liberalne, zlaicyzowane poczucie piękna. Cielesność jako kategoria epistemologiczna, swoiście antropocentryczna, jest rozszerzona również na rzeczywistość zza okna, rzeczy, budynki. Basen opisany jest tym samym językiem, co ludzkie ciała. Cielesność jest wszechogarniająca. Fabuła rozciągnięta, nienasycona, mnąca się pod wpływem głębszego wczytywania się i - za wyrażenie przepraszam - rozwolniona. Szereg scen niepotrzebnych, szereg zdań powtarza zawarte już wcześniej informacje. Obserwacje z cyklu tych ściśle amerykańsko-psychologiczno-unifikujących często stępiają czytelnicze wyczucie epiki, rozczarowują nachalną metaforyką. Przede wszystkim odciąga od głównych problemów powieści, bo że jest to powieść agitacyjno (mniej)- problemowa (bardziej) nie można mieć wątpliwości.
Zagęszczenia relacji między bohaterami niestety wykazują tendencję do telenowelizowania fabuły. Biali, czarni - nie ma prostych rasowych rozwiązań, choć problemy wydają się stare jak nowy, wspaniały świat. Polski czytelnik ze znużeniem znów przeczyta o krzywdzonych płacą czarnych służących i podziale na rzeczywistość białą i czarną, które to rzeczywistości chociażby rozróżnia Kiki Belsey, czarna żona-pielęgniarka białego profesora. Nierówności społeczne znów są oznaczone kolorami. Podział jest ostry, wulgarny. Polaryzacja poglądów wygląda na śmiały manifest, ale tylko manifest, biały profesor walczy o specjalne prawa i przywileje dla emigrantów, czarny stara się je ograniczać.

Wprowadzenie konserwatystów i liberałów (optyka spojrzenia na uniwersytet) stanowi jedynie rodzaj powieściowej zgody na dwubiegunowość świata, podnosi jakość uczynionej polaryzacji i uwiarygodnia ją politycznie. Choć może to tylko we wschodniej Europie wydaje się, że w Ameryce wszyscy ludzie są czarni albo biali.


Recenzent: Krzysztof Bernaś

Zadie Smith

O pięknie

Tłumaczenie: Zbigniew Batko

Nagroda Orange Prize for Fiction! Nominacja do Nagrody Bookera!

Profesorów Belseya i Kippsa łączy zamiłowanie do piękna i podziw dla Rembrandta. Dzieli zaś stosunek do piękna i do Rembrandta, a to wystarczy, by zostali wrogami na śmierć i życie. Gdy Kippsowie przenoszą się za ocean i osiedlają w kampusie, gdzie mieszkają Belseyowie, losy ich rodzin splatają się w nieprzewidywalny sposób, a komplikacje mnożą się jak szalone.

Zadie Smith opowiada historię dwóch rodzin, a przy tym z dystansem i humorem porusza najważniejsze tematy współczesności: zagadnienia tożsamości, rasy, globalizmu i fanatyzmu religijnego.