Wydawnictwo Znak - Dobrze nam się wydaje

Fynf und cfancyś

25 cm do sukcesu

„Fynf und cfancyś" to nowy rozdział „ciotowskiego Dekameronu", czyli równie odrażającego i kontrowersyjnego „Lubiewa", ale przeniesiony na arenę międzynarodową. Po nieudanym romansie z kryminałem Witkowski wraca do świata ciot i spełnia marzenie swoich bohaterów z bloku wschodniego o zachodnioeuropejskim raju. Jednak z marzeniami jest tak, że trzeba uważać, czego sobie życzymy, bo nie wiadomo, jak i kiedy owe marzenia się spełnią.

Dla Polaka o ponad przeciętnej długości przyrodzenia (fynf und cfancyś!) nie było rzeczy niemożliwych. Żyjący na emigracji już dobre parę lat poznał wszystkie tajniki wiedeńskiego kurestwa, bryluje na ciotowskich salonach, jest najjaśniejszą gwiazdą tego półświatka i ma „most fejmest kok in Wiena, ja ja". Wszystkich zna, wszystko wie, po niemiecku mówi, chociaż nie umie, a ewentualne luki uzupełni bajdurzeniem. Jednym słowem jest to wielki powrót Michaśki - narratora nadającego jak radio 24/7 i to z reklamami. I jak to w radiu bywa Michaśka często opisuje świat z przesadą, wyolbrzymieniem, czasami okłamie czytelnika i czasami nawet się do tego przyzna.

W obrzydliwie bogatym Wiedniu towarzyszy jej Dianka - 16-letni chłopiec z Bratysławy, przeciwieństwo obrotnego Polaka. O ile Fynf und cfancyś sięga blichtru i przepychu Zachodu, o tyle Dianka poznaje drugą stronę medalu - biedę, jakiej nie widziała nawet w ubogiej Bratysławie. Fanka pucharów lodowych i jajek niespodzianek doświadcza luksów Zachodu jedynie przez szyby sklepowych witryn lub spryskując się perfumami Dior Fahrenheit w łazienkach klientów. Bliższe jest jej życie widziane z poziomu chodnika, żałoba pod paznokciami, burdele czy cały park zamieniony w melinę narkomanów.

Najciekawszym wątkiem powieści nie będą jednak przygody zawodowe Michaśki i Dianki, ale wizja świata przedstawionego. Witowski zbudował w powieści świat na postawie kontrastów i sprzeczności, jakie wywołuje spotkanie Wschodu i Zachodu. Ze zderzenia niemieckiej pracowitości i słowińskiej spontaniczności na tle prostytuujących się chłopców wynika niezwykle precyzyjny i unikatowy obraz lat 90. Obraz biedy zestawionej z bogactwem, młodości ze starością, sukcesu z porażką w rzeczywistości, gdzie rządzi pieniądz, gdzie pieniądz jest najwyższą wartością.

Natomiast patrząc na powieść holistycznie jest to bezładna opowieść największej plotkary wśród ciot, bez wyraźnego początku i końca, pełna przesady i kłamstw, ale także kąśliwego humoru oraz empatii. Ciekawa, ale sukcesu „Lubiewa" nie powtórzy. Styl Witkowskiego gra tutaj główną rolę i nie pozostawił on wiele miejsca na chociażby wyrazistych bohaterów, na emocje. „Lubiewo " sprawiło, że czytelnik śmiał się, płakał, wpadał w zadumę i z całą pewnością jeszcze długo nosił tę historię w sobie. W przypadku „Fynf und cfancyś" na długo zapamiętam przede wszystkim świnkę-skarbonkę z okładki, która już zawsze będzie mi się kojarzyła z prostytucją.


Recenzent: Monika Derewecka

Michał Witkowski powraca do swoich ulubionych postaci z legendarnego Lubiewa

Dianka szuka szczęścia w Wiedniu, który wydaje się spełnieniem marzenia o zachodnioeuropejskim raju. Wstępem do niego jest jednak męski szalet, w którym zarobić najłatwiej. Na jej drodze staje pewien Polak o wiele obiecującej ksywie Fynfundcfancyś.
Cierpki humor, groza codzienności i niedyskretny urok lat dziewięćdziesiątych. Najnowsza powieść enfant terrible polskiej literatury to powrót autora do jego literackich korzeni.

„Opowieść gdzieś pomiędzy Palahniukiem, Dziećmi z dworca Zoo, Jelinek a tradycją prozy obyczajowej dwudziestolecia.”

Michał Witkowski

„Historia, która skrzy się i mieni blichtrem upadającej kultury, ale też ściąga w dół w klejące się stacje metra, szemrane bary, czy puste smutne ulice, których martwotę podkreślają tylko sklepowe witryny jaśniejące ścianą rolexów czy cygar. I tak do końca nie wiadomo czy ten cały świat to kraina z Księgi tysiąca i jednej nocy czy raczej Mordor. To współczesna opera buffa, gdzie komizm recytatywów i arii płynnie przechodzi w jęk rozczarowania i skowyt krzywdy”.

Szymon Kloska

„Książka, która ma wszelkie walory potoczystej gawędy, pełnej najróżniejszych awantur, wiedzionej z właściwym Witkowskiemu wielkim językowym szwungiem, z miejsca wciągającym w obręb przedstawianego świata”.

Marcin Sendecki

„To książka nie tylko o pryszczatych chłopakach oddających się za kasę bogatym, starym dziadom. To książkach o nas. O nas wszystkich”.

Piotr Kofta