wydawnictwo znak - Dobrze nam się wydaje

Eric-Emmanuel Schmitt

Sekta egoistów

Tłumaczenie: Łukasz Müller

Co tak naprawdę jest w życiu najważniejsze: osobiste szczęście czy budowanie więzi z otaczającymi nas ludźmi?

„Żaden człowiek nie jest samotną wyspą; każdy stanowi ułamek kontynentu, część lądu”.
John Donne


Kiedy Gérard natrafia w starej książce na wzmiankę o tajemniczym założycielu Sekty Egoistów, jest przekonany, że właśnie wpadł na trop niezwykłej zagadki. Kim byli owi Egoiści, którzy wierzyli, że każdy człowiek powinien skupić się tylko na poznaniu samego siebie?
Kolejne ślady prowadzą Gérarda przez całą Europę, a początkowe niewinne zainteresowanie tematem szybko przeradza się w obsesję. Z dnia na dzień mężczyzna coraz bardziej zagłębia się w poszukiwania, ignorując wszystko i wszystkich. Jednak czy naprawdę można żyć tylko dla siebie, zapominając o innych?

W swojej pierwszej, niepublikowanej dotąd w Polsce powieści, Eric-Emmanuel Schmitt stawia ważkie pytanie o to, co tak naprawdę jest w życiu najważniejsze: osobiste szczęście czy budowanie więzi z otaczającymi nas ludźmi.

Oprawa twarda

Format: 124x195mm

Liczba stron: 208

Wydanie: pierwsze

Data pierwszego wydania: 2015-11-02

ISBN: 97883240-3530-4

Tytuł oryginalny: La secte des egoistes

Tłumaczenie: Łukasz Müller

Rok wydania: 2015

Materiały o książce

Fragment

W końcu bibliotekarz przyniósł mi stary tom oprawiony w czerwoną skórę, z fioletowym brzegiem. Był to Słownik patriotyczny autorstwa niejakiego Fustela des Houillères, opublikowany w 1798 roku przez Nicéphore’a Salvina, księgarza.
Ależ fart! To dzieło było mi zupełnie nieznane.

W dalszym ciągu zdając się na przypadek, otworzyłem książkę tam, gdzie sama się otwierała, i u góry strony 96 znalazłem następujący artykuł:

EGOIZM (termin filozoficzny): Egoistą nazywa się człowieka, który wierzy, że jedynie on istnieje na świecie, cała reszta natomiast jest tylko snem.
Ku wielkiej hańbie rozumu ludzkiego żył w Paryżu, na początku tego wieku, pewien człowiek, który połączył swoje nazwisko z tą niedorzeczną ideą, a mianowicie niejaki Gaspard Languenhaert, pochodzący z Republiki Holandii. Był tak urodziwy, powiadają, i tak dobrze zbudowany, iż wystarczyłyby nawet same kobiety, aby zapewnić mu powodzenie w Paryżu, lecz prawdziwą damą jego serca była filozofia, on zaś pragnął wsławić się pewną doktryną. Zaznajomiony nieco z filozofią angielską, na tyle, by pojmować problemy, lecz zbyt skąpo, aby je rozwiązywać, zaczynał od wygłoszenia kilku uwag możliwych do przyjęcia, z których wyciągał następnie nieprawdopodobne wnioski. Tak więc, mawiał, czy wznoszę się do gwiazd, czy zstępuję do otchłani nie przestaję być nigdy sobą i to, co dostrzegam, jest zawsze tylko moją własną myślą. A zatem świat nie istnieje w sobie, lecz we mnie. Zatem życie jest tylko moim snem. Zatem ja sam jestem dla siebie całą rzeczywistością…
Zdaniem współczesnych ów młody człowiek beztrosko przechodził od słusznego domniemania opartego na ograniczeniu naszego poznania do tego oto twierdzenia, że wszystko istnieje jedynie w nim oraz za jego przyczyną i dla niego. Pojawiał się zatem na salonach w poszukiwaniu licznego towarzystwa, by rozgłaszać, iż jest sam na świecie, i dręczył swych rozmówców, próbując im wyjaśnić, że nie istnieją, i utrzymując, z kieliszkiem w ręku, że materia jest nieużyteczną hipotezą. Mówił, perorował, argumentował, nie odstępując na krok wszystkich światowców, aby ręczyć im, iż on jeden istnieje z całą pewnością, a przetrwanie wszechświata jest uzależnione od jego dobrej woli. Doceniano jego ujmującą powierzchowność, kpiono z jego wywodów, i tak stał się, na jeden sezon, oryginałem nieodzownym w każdym salonie. Jednak wkrótce zdrowy rozsądek odebrał mu posłuch, który zapewniła mu ciekawość. Jego popularność była chwilowa. Podejrzewano, iż jest szczery, a zatem szalony, toteż dobre dusze go odrzuciły.
Dalszy rozwój wypadków dowiódł, iż właściwie go oceniono, gdyż, wykluczony z towarzystwa, założył Sektę Egoistów, aby móc powtarzać swe majaczenia. Co tydzień przez kilka lat spotykała się we wsi Montmartre grupa osobników, z których każdy uważał, iż jest jedyny i do niego jednego należy cały wszechświat. Cóż mogli sobie mówić? Że rozmawiali, to prawdopodobne, lecz czy kiedykolwiek nawzajem się rozumieli? Ostatecznie Sekta Egoistów, z braku adeptów, musiała się rozwiązać. Gaspard Languenhaert opublikował Zarys nowej metafizyki, nie miał jednak czytelników ani audytorium i ponownie został sam. Ale dla niego było to niewątpliwie bez znaczenia.
Umarł młodo w Paryżu w 1736 roku w wyniku zażycia zbyt silnej dawki opium, bez wątpienia znużony dźwiganiem świata na swych barkach. Nie wywarł żadnego wpływu na swoich współczesnych ani na potomnych.
Ale czyż nie stałoby to w sprzeczności z jego doktryną, gdyby go jednak wywarł?
Byłem zachwycony.

tu patroni

Recenzje

Wiele pytań
0 0
Z twórczością E.E. Schmitta styczność miałem tylko raz; kiedyś czytałem „Oskara i panią Różę" i pamiętam, że ta króciutka opowieść bardzo mi się spodobała. Czy tym razem również zachwyciłem się książką tego autora?
>>> czytaj więcej
Inny wymiar egoizmu
0 0
Pierwsze co się rzuca w oczy w tej książce to to, że Schmitt trochę (bardzo) zniekształcił pojęcie egoizmu. Zaczęłam czytać książkę w której miałam znaleźć egoistę z kwi i kości, trochę przestrogi dla ludzkości i fajną historię, skończyłam czytać książkę o wymyślonej filozofii, której wyznawca wierzy, że tylko on istnieje na świecie, a cała reszta natomiast jest tylko snem.
>>> czytaj więcej
Czy warto poświęcać się dla innych?
0 0
„Sekta egoistów" jest dziełem autora znanej powieści "Oskar i pani Róża". Kolejna z kilkunastu wydanych przez Wydawnictwo Znak pozycji pisarza Érica-Emmanuela Schmitta. Stosunkowo niewielka książka wydana, co prawda już dwadzieścia lat temu, ale na naszym rynku pojawiła się niedawno.
>>> czytaj więcej
Dodaj własną recenzję
Zapraszamy do napisania własnej recenzji, możesz wysłać do nas tekst poprzez formularz.