wydawnictwo znak - Dobrze nam się wydaje

12.IX.2016

Fragment najnowszego kryminału Marka Krajewskiego

Dziś jako pierwsi możecie przeczytać fragment najnowszej powieści kryminalnej Marka Krajewskiego „Mock".  


Wrocław,
poniedziałek 7 kwietnia 1913 roku,
jedenasta wieczór

Czterej chłopcy leżeli związani na podłodze powozu, który podskakiwał na wrocławskim bruku. Odczuwali każdą nierówność gruntu, do ich uszu dochodził stukot dorożek i zgrzyt tramwajów, a do nozdrzy - ostra woń bijąca od koni z zaprzęgu. Nie odzywali się ani słowem, bo uniemożliwiały im to grube kneble. Nie widzieli nic, bo okienka powozu były zasłonięte grubym, czarnym i udrapowanym aksamitem. Byli odcięci od świata, bardzo głodni i nieludzko zmęczeni. Żaden z nich nie poddawał się jednak zgryzocie. Musieli być dzielni. Takie były zalecenia mistrza.
Powóz przystanął. Zaskrzypiały zawiasy jakiejś bramy. Usłyszeli głosy. Rozmawiali ze sobą dwaj mężczyźni. Znów skrzypnięcie zawiasów. I nagle tępe uderzenia - jakby ktoś trzepał dywan - i dziwne klaśnięcia. Zaszczekał wściekle duży pies. Potem rozległo się niskie warknięcie pełne psiej furii, a za chwilę spokojny niski głos ich mistrza i lekki skowyt psa - prawie że przyjazny. Z oddali doszedł ryk lwa. Spojrzeli po sobie ze strachem.
Drzwi karety otwarły się. Stał w nich mężczyzna w długim płaszczu. Jego głowa ginęła w szerokim kapturze. Było zbyt ciemno i chłopcy nie widzieli wyrazu jego twarzy. Dostrzegli tylko innego mężczyznę związanego, zakneblowanego i leżącego na ziemi oraz dużego wilczura, który siedział bez ruchu i przypatrywał im się uważnie. Mężczyzna w płaszczu pogłaskał go po masywnym łbie.
- Harmonia obłaskawia nawet dzikie bestie - powiedział, a potem wskazał ręką za siebie. - Oto nadeszła godzina waszej próby! To wszystko się stanie w świątyni strachu i ciemności, o tam!
Nad nim w lekkiej poświacie księżyca widać było falujące końskie kity oraz potężny obły kształt Hali Stulecia.

Już we wrześniu nowy kryminał Marka Krajewskiego

Wrocław, rok 1913.
Młody wachmistrz kryminalny Eberhard Mock może stracić wszystko. Dał się wplątać w obyczajowy skandal, grozi mu wyrzucenie z policji. Nie może pogrzebać kariery, zbyt wiele ma do stracenia. Z wściekłą determinacją rzuca się w wir śledztwa, które jest boleśnie nieprzewidywalne – albo ocali jego karierę, albo doprowadzi go do upadku.
W Hali Stulecia znaleziono nagie ciała czterech gimnazjalistów. Nad nimi niczym makabryczny Ikar wisi trup mężczyzny ze skrzydłami u ramion. Czy to zbiorowe samobójstwo, a może rytualny mord? Kto jest winny? Żydzi? Masoni? Mock nie przypuszcza nawet, że ta sprawa otworzy przed nim najmroczniejsze zakamarki ludzkiej duszy. I sam przekona się, że w jego zawodzie nie ma miejsca ani na zaufanie, ani na litość.