wydawnictwo znak - Dobrze nam się wydaje

Oliwkowy labirynt

Ekscentryczny detektyw na wakacyjne upały

Co czytać, kiedy za oknem 30 stopni, asfalt na ulicach topi się od gorąca, a słońce praży niemiłosiernie? Opisy mroźnych krain skutych lodem? Instrukcję obsługi maszynki do robienia lodu? Czy w ogóle czytać, czy może wejść do lodówki? Wcale bym się nie zdziwiła, gdybym w owej lodówce spotkała głównego bohatera „Oliwkowego labiryntu", ekscentrycznego detektywa, stałego bywalca zakładu dla psychicznie chorych, eufemistycznie określanego w książce jako sanatorium.
Pomysł ze schowaniem się w lodówce jest na tyle absurdalny, że pewnie wpadłby do głowy tej postaci. W „Oliwkowym labiryncie" lodówki jednak nie ma. Jest za to tajemnicza walizka, którą niewydarzony detektyw musi dostarczyć w pewne miejsce. Sytuacja jednak gmatwa się niesamowicie i komplikuje, aby już po chwili nie było wiadomo, kto, co, z kim i dlaczego. Wyjście z owego labiryntu grozi nagłymi wybuchami śmiechu w najmniej oczekiwanych momentach. I za to właśnie kocham Mendozę. Humor w jego powieściach odpowiada mi absolutnie, całkowicie i w stu procentach. „- Nie muszę ci chyba mówić, że jesteś aresztowany jak dwa dodać dwa równa się cztery. Zgodnie z obowiązującymi przepisami powinienem przeczytać ci jakieś tam prawa, ale ponieważ zostawiłem w domu kodeks i notatki, będziesz musiał zadowolić się moją dobrą wolą i garścią pereł ze skarbnicy wiedzy ludowej. Co rzekłszy, zaczął recytować, że jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz, że komu Pan Bóg daje, temu święty Piotr błogosławi i tak dalej [...]" *
Mendoza zawsze już będzie kojarzył mi się z latem jako idealny autor na leniwe wakacyjne godziny. Charakterystyczny, kwiecisty i zdecydowanie rubaszny styl pisarza dodaje smaczku całej lekturze czyniąc ją niesamowitą ucztą, w czym ogromna zasługa świetnego tłumaczenia Marzeny Chrobak.
Może humor Mendozy jest nie dla każdego i co delikatniejszy czytelnik może poczuć się zniesmaczony niektórymi żartami, ale jak tu się nie śmiać czytając takiego oto kwiatka: „-Kim pan jest? [...] I czego pan chce? -To, czego chcę - odrzekł głos - ma pan między nogami. Mógłbym powiedzieć po prostu ‘walizki,' lecz z pełną świadomością użyłem tego dwuznacznego określenia, by wtrącić nutkę swobody do naszej rozmowy". ** Polecam, polecam po stokroć i po tysiąckroć.
* Eduardo Mendoza, „Oliwkowy labirynt", tłum. Marzena Chrobak, wyd. Znak, Kraków, 2009, s. 219.

** Tamże, s. 160.

 


Recenzent: Laura Karabin

Eduardo Mendoza

Oliwkowy labirynt

Tłumaczenie: Marzena Chrobak

10 lat detektywistycznej serii Mendozy w Polsce!

Dlaczego zwyczajny damski fryzjer nieoczekiwanie staje się obiektem zainteresowania hiszpańskich służb specjalnych? Dlaczego to właśnie jemu pewien minister zleca zadanie transportowania walizki pełnej banknotów o wysokich nominałach? Mimo niejasnych okoliczności decyduje się wykonać zadanie.

O tym, jak niebezpieczna jest jego misja, fryzjer przekona się, gdy w bliskim otoczeniu zginie przypadkowy mężczyzna. Przerażony i zdezorientowany będzie musiał stawić czoło śmiertelnie niebezpiecznym przestępcom.

Pełna absurdalnego humoru i dynamiki powieść Mendozy to jeszcze jedna brawurowa odsłona jego sensacyjno-komicznej serii z szalonym, ale przeuroczym bohaterem, obdarzonym niezwykłym talentem do wikłania się w kryminalne kabały.