wydawnictwo znak - Dobrze nam się wydaje

13.III.2017

Ks. Jan Zieja - święty anarchista

„Tu mieszka dobry ksiądz" - zdanie to napisała anonimowa osoba na drzwiach domu księdza Jana Ziei w Radomiu. Trudno o prostsze i celniejsze w wymowie podsumowanie drogi księdza, który swoim życiem przekonywał, że nawet w XX wieku można iść drogą Chrystusa.

Ale to zdanie mogłoby brzmieć zupełnie inaczej: „Tu mieszka święty anarchista", „Tu mieszka szaleniec boży" (jak mówiła o nim św. Urszula Ledóchowska) albo (może zbyt literacko jak na dzieło wandala) „Tu mieszka kapłan o wybitnej osobowości". W ten sposób o księdzu Ziei mówił Jan Paweł II, który słuchał jego kazań podczas rekolekcji biskupich na Jasnej Górze. Gdyby jednak ks. Zieja sam miał napisać na drzwiach tekst, który w jego oczach najlepiej by go charakteryzował, pewnie byłoby to skromne: „Tu mieszka Jaś z Ossego".

Dla wszystkich, którzy go poznali, był charyzmatykiem, człowiekiem legendą. Jego biografia odbiega od standardów i „można by nią obdzielić przynajmniej kilka innych żywotów" (lubił w ten sposób go wspominać ks. Jan Twardowski). Wojna polsko-bolszewicka, działalność społeczno-polityczna w okresie II Rzeczypospolitej, kampania wrześniowa, konspiracyjny Front Odrodzenia Polski, Rada Pomocy Żydom „Żegota", Szare Szeregi i Armia Krajowa, powstanie warszawskie, Laski, Komitet Obrony Robotników... wszędzie tam był obecny, pracując, ewangelizując, inspirując.

W jak niezwykły sposób dopełnia jego obraz wspomnienie Zofii Kossak-Szczuckiej, pisarki, jednej z założycielek Rady Pomocy Żydom „Żegota". Tak mówiła o działalności kaznodziejskiej ks. Ziei: „Przychodził onieśmielony, jak gdyby zakłopotany widokiem tylu obecnych, klękał... Zaczynał mówić nieudolnie, zacinając się, powtarzając, aż powoli Duch zstępował na niego. Jak gdyby usunęły się jakieś zapory, słowa stawały się bystre, celne, zdania rwące, myśl jaśniała blaskiem, śmiałością, polotem". Albo jeszcze inne wspomnienie: „Sylwetkę ks. Ziei określiłbym jako proroka w nowoczesnym znaczeniu. Miał w sobie coś z człowieka, który przeczuwa przyszłość i wybiega naprzód, który swoją działalnością niepokoi, ale wskazuje drogi, które okazują się słuszne i pożyteczne" - mówił biskup Władysław Miziołek na antenie Radia Wolna Europa. Wspomnień świadczących o świętości kapłana znajdziemy bardzo wiele.

Trudno jest odmalować pełny portret ks. Jana Ziei, do tej pory udało się to tylko jednemu autorowi - Jackowi Moskwie, który na krótko przed śmiercią kapłana, przeprowadził z nim wyczerpujący wywiad rzekę. Rozmowę tę w 120. rocznicę urodzin kapłana przypomina swoim czytelnikom Wydawnictwo Znak. Książka „Życie Ewangelią" nie jest tylko zapisem opowieści o wybitnym księdzu, który już za życia cieszył się opinią zarówno proroka jak i rewolucjonisty. Jest opowieścią o Polsce XX wieku... i o Polsce współczesnej.

Jan Zieja urodził się 1 marca 1897 we wsi Ossie (województwo mazowieckie) w ubogiej rodzinie włościańskiej. W 1915 r. wstąpił do seminarium duchownego w Sandomierzu, gdzie w 1919 r. otrzymał święcenia kapłańskie. W październiku tego roku rozpoczął studia na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Warszawskiego, które jednak wkrótce przerwał i w maju 1920 r. zgłosił się do wojska, w którym służył jako kapelan podczas wojny polsko-bolszewickiej. Wojna uczyniła go pacyfistą. Po latach w ten sposób mówił o tamtym momencie swojego życia: „Mój wzięty od Mickiewicza entuzjazm malał, gdy przechodziłem przez kolejne pola walk i potyczek. Widziałem, czym naprawdę jest wojna od strony nas - broniących się - i tych, którzy nas napastują. Całkowicie się wtedy nawróciłem na przekonanie, że Boskie przykazanie: »Nie zabijaj« znaczy nigdy nikogo, że udział w wojnie jest przeciw woli Bożej". Zaangażował się w liczne organizacje młodzieżowe, m.in. Iuventus Christiana (rozsławiona przez biskupa Jana Pietraszkę) i harcerskie - był kapelanem Szarych Szeregów. Włączył się również w działalność Związku Młodzieży Wiejskiej RP, zwanego Wiciami. Był to radykalny ruch młodzieży chłopskiej, oskarżany o komunizowanie, przez Kościół uznany za antyklerykalny. Wśród członków Wici rozwijał się wówczas nurt neopogański. Ks. Zieja chciał nieść im Słowo Boże i pomoc, jak pisał Janusz Poniewierski w artykule „Dowód na istnienie Boga", „sam czuł się antyklerykałem, zależało mu jednak, aby wiciarze, głosząc takie hasła, nie porzucali przy tym Ewangelii". Dużo później został, obok Jacka Kuronia, Antoniego Macierewicza i Stanisława Barańczaka, jednym z 14 członków założycieli Komitetu Obrony Robotników. Niedługo po tym wydarzeniu zatrzymało go SB. Ksiądz Zieja zaczął ewangelizować funkcjonariuszy, więcej go nie zatrzymywali.

Uważał, że Ewangelia nie zna granic. Reporterka Magdalena Grochowska pisała o jego relacjach z kościelnymi hierarchami: „»Jasiu« - pisał doń kard. Stefan Wyszyński i pokornie prosił o spowiedź. Ale też słał z urzędu prymasa listy władcze i lodowate. Zieja - radykał i anarchista - rozsadzał przestrzeń obrazu, sprawiając Kościołowi kłopot". Był przez to postacią kontrowersyjną, ale nie ze względu na sprzeczność w postawach czy różnorodność oceny, z jaką się spotykał. Kontrowersja dotyczyła tego, że trudno odnaleźć kapłana, który w tak radykalny sposób szedłby drogą wyznaczoną przez pisma Nowego Testamentu: „Dla mnie kapłaństwo to jest to, co w Ewangelii napisano" - powtarzał często. Kiedyś podjął decyzję o wstąpieniu do zakonu kapucynów. Tam jednak nie wytrwał długo - po dwóch miesiącach odszedł rozczarowany m.in. tym, że kapucyni dla siebie gotowali zupę na mięsie, a dla biednych chudą, nie okraszoną.

W książce „Życie Ewangelią" Jacek Moskwa, wybitny dziennikarz prasowy i telewizyjny, śledzi te i inne historie z życia ks. Jana Ziei. Kreśli portret kapłana, który wyprzedził swój czas, zaangażowanego i stawiającego prawdę Ewangelii ponad wszystko. Jak pisze Magdalena Grochowska: „Z kart wznowionej opowieści znów mówi do nas - zanurzonych w zmąconym świecie - prosto, surowo, kojąco".

W nowym wydaniu książki czytelnik znajdzie nie tylko tekst rozmowy, ale także wstęp autorstwa o. prof. Jana Andrzeja Kłoczowskiego oraz posłowie prof. Andrzeja Friszkego. Wydanie wzbogacone jest o wcześniej niepublikowane zdjęcia oraz list kapłana do jednej z pacjentek Zakładu dla Niewidomych w Laskach.

Na zdjęciu ks. Jan Zieja i siostra Róża Szewczuk FSK na cmentarzu w Laskach.

Był żywym dowodem na istnienie Boga

Kiedyś od pewnego duchownego usłyszał, że „Ewangelią można było żyć w I wieku po Chrystusie, a nie dziś”. Ks. Jan Zieja, świadek wieku, rozkochany w naśladowaniu Chrystusa był zaprzeczeniem tej opinii i „żywym dowodem na istnienie Boga”.
Jego wizja życia Ewangelią była szczera i prowokacyjna, spójna i pozbawiona wątpliwości: Miłość większa niż śmierć. Inny bliski jak brat. Napisał modlitwę do Matki Bożej po hebrajsku, bo była Żydówką. Był orędownikiem nie otwartości, a miłości do starszych braci w wierze. Ratował ich podczas wojny, studiował ich historię, nie nawracał.

„Nigdy nie zabijaj nikogo”, wypisał kiedyś na polskiej fladze i wywiesił jak transparent. Był skrajnym pacyfistą, miał jechać do Indii, żeby dołączyć do ruchu Gandhiego. Został w Polsce i został jednym z założycieli Komitetu Obrony Robotników. Nie uznawał granic, uważał je za opresyjne. Pieszą pielgrzymkę do Stolicy Apostolskiej odbył bez pieniędzy i paszportu, w stroju żebraka. Dziś otworzyłby ramiona na uchodźców, bo Ewangelia nie znosi kompromisów.
Z kart wznowionej opowieści znów mówi do nas – zanurzonych w zmąconym świecie – prosto, surowo, kojąco.

Mówił prosto – o sensie życia i obecności Boga w dziejach świata. Mówił „naiwnie” – o prawdzie, braterstwie i miłości. Mówił proroczo i odważnie – o tym, o co spieramy się dziś. Wyprzedzając swój czas, mówił do nas, którzy w epoce zamętu łakniemy oparcia.
Magdalena Grochowska

Polecam lekturę „Życia Ewangelią” wszystkim, ale najbardziej moim braciom kapłanom oraz znajomym i nieznajomym antyklerykałom.
Jan Andrzej Kłoczowski OP