wydawnictwo znak - Dobrze nam się wydaje

Santiago Roncagliolo

Czerwony kwiecień

Tłumaczenie: Tomasz Pindel

Obchody Wielkiego Tygodnia w Ayacucho, miasteczku, w którym wciąż żywe jest wspomnienie terroru Świetlistego Szlaku, to nie czas na refleksję. Szczególnie kiedy główny bohater powieści, fajtłapowaty prokurator okręgowy Chacaltana, musi prowadzić śledztwo w sprawie dziwnego morderstwa. Znaleźć odpowiedzialną za nie osobę wśród tłumów turystów oglądających spektakularne obrzędy i barwne procesje oraz mieszkańców pochłoniętych gorączką przedwyborczą nie jest łatwo, jednak znacznie trudniejsza okazuje się walka prokuratora z miejscową władzą, która zbyt wiele chce zatuszować.  Czerwony kwiecień jest powieścią, którą napisać mogłyby tylko dwie osoby: Santiago Roncagliolo albo Mario Vargas Llosa. Porównywanie tych dwóch autorów nie jest przypadkowe - podobnie jak w Kto zabił Palomina Molero? wątek kryminalno-sensacyjny okazuje się tu pretekstem do wnikliwego studium mechanizmów władzy, a problem zła i przemocy w świecie odzwierciedla mroczną sferę ludzkiej duszy. Szaleństwo, polityka, fascynujący koloryt peruwiański, kalejdoskop wielu różnych tradycji i wierzeń, uwikłanie bohatera, manipulacja - kolejna powieść Roncagliolo znów świadczy o tym, że jest jednym z najlepszych współczesnych pisarzy.  Santiago Roncagliolo jest młodym scenarzystą, dziennikarzem, tłumaczem, autorem powieści i zbiorów opowiadań. Sławę przyniósł mu Wstyd (Znak 2007), którego prawa zostały sprzedane do 10 krajów. Za Czerwony kwiecień w 2006 roku został uhonorowany prestiżową nagrodą Premio Alfaguara.  

Oprawa miękka

Format: 124 x 195 mm

Liczba stron: 272

Wydanie: pierwsze

Data pierwszego wydania: 2008-05-05

ISBN: 978-83-240-0983-1

Opracowanie graficzne: Witold Siemaszkiewicz

Tytuł oryginalny: Abril rojo

Tłumaczenie: Tomasz Pindel

tu patroni

Recenzje

Potęga zła
61 17
Ayacucho to malownicze miasteczko w peruwiańskich Andach, w którym obchody Wielkiego Tygodnia porównywane są do tych w Sewilli - od świtu wystawne nabożeństwa i tłumne procesje, potem tańce i hulanki do rana. Ale w Ayacucho nie lubi się obcych, turystów, gringos. Zresztą - co tam gringos, miastowi gadający po hiszpańsku i nie rozumiejący keczua też są obcy. Skoro już są, niech się prześpią gdzie bądź i w miejscowym barze zjedzą, co dają. Na talerzu pręży łapki morska świnka w panierce. W piątek umrze Bóg i aż do niedzieli trwać będzie panowanie starych bogów, z grobów wyjdą umarli i upiory przeszłości.
>>> czytaj więcej
Dodaj własną recenzję
Zapraszamy do napisania własnej recenzji, możesz wysłać do nas tekst poprzez formularz.